Czytanie tej książki przypomina trochę swego rodzaju słuchowisko, w którym głównym aktorem jest dziadek, opowiadający cudowne i nieprawdopodobne historie, pragnący przy tym zadziwić swoje wnuki słuchające go z wypiekami na twarzach. Jednak nasz staruszek coraz częściej łapie się na tym, że sam powoli gubi się w swoich opowieściach, nie wiedząc, które z nich są prawdziwe, a które są jedynie fantazją powstałą w umyśle starego i schorowanego człowieka. Wszystko to łączy się w jedną wielką historię, która wciąga czytelnika w sam środek, jednocześnie pozostawiając go ze świadomością, że nie może wierzyć we wszystko, jakkolwiek prawdziwie by to brzmiało.

„Doppelganger (…) – słowo pochodzące z języka niemieckiego, oznaczające sobowtóra, cień, mitologicznego bliźniaka, rozdwojoną jaźń.”

Akcja „Atlasu: Doppelganger” rozgrywa się na Śląsku, w krajobrazie szarych i smutnych blokowisk. Wszystko to w czasach, w których następuje transformacja ustroju politycznego. Jednak ta sceneria to jedynie tło dla właściwej fabuły. Naszym narratorem jest dziewczynka, która próbuje odnaleźć swoje miejsce w nowym ustroju. Jej przewodnikiem po świecie, a także po życiu, jest dziadek, były marynarz, który z powodu choroby musiał zrezygnować ze swojego zawodu i zostać górnikiem na Śląsku. To właśnie on staje się w oczach dziewczynki osobą, która wszystko przeżyła i wszystko wie. Historie opowiadane przez dziadka pasjonują wnuczkę do tego stopnia, że – choć niektóre słyszała już kilka czy kilkanaście razy – za każdym razem słucha tak uważnie, jakby to był pierwszy raz. Każda kolejna opowieść staje się coraz bardziej niedorzeczna, fantastyczna, a momentami wręcz przekoloryzowana. Jednak cechą wspólną wszystkich historii jest to, że każda jest zabawniejsza od poprzedniej i dzięki nim szara i smutna codzienność Śląska nabiera całkiem nowych kolorów. Przynajmniej dla naszej małej dziewczynki – to właśnie w jej umyśle szare blokowiska zamieniają się w magiczną i kolorową krainę, w której odnajduje swoje miejsce, a z czasem nawet i sens własnego istnienia.

„(…) poza tym miał pół ciała zjedzone przez kiłę, kiedy byłam młodsza, myślałam, że to duże zwierzę podobne do wilka, o którym sam dziadek mówił, że je złapał na jakimś ‚zadupiu’ (..)”

Pierwsza ksiazka do recenzji od #bestiarusz #book #reading #kiedyjatowszystkoprzeczytam

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Góra Marcin (@ogortheogur)

Jedną z największych wad „Atlasu: Doppelganger” jest jego forma. Jest to po prostu jedno wielkie opowiadanie, momentami sztucznie rozwleczone, co sprawia, że czytanie tej powieści przypomina trochę sinusoidę. Są chwile, gdy zanurzamy się całkowicie w historii opowiadanej przez dziadka, przekładając stronę za stroną, by dojść do momentu, gdy każda kolejna strona sprawia czytelnikowi olbrzymi ból. W pozytywnym odbiorze całej historii na pewno przeszkadza brak wielkich liter na początku każdego zdania, co powoduje, że czytelnik może łatwo pogubić się w tekście. Z drugiej strony taki chwyt zastosowany przez autorkę sprawia, że powieść czyta się szybciej, gdyż często nie musimy zwracać uwagi, w którym miejscu zaczyna się nowe zdanie czy myśl. Być może i w tym szaleństwie jest metoda, to jednak należy już pozostawić w kwestii indywidualnych przyzwyczajeń i preferencji.

Bardzo istotnym elementem powieści jest także język, jakim została napisana. W tym aspekcie autorka nie ma żadnych hamulców. Dominice Słowik nie straszne są wulgaryzmy czy też prosty język, a podczas lektury widać, że autorka, choć debiutująca, miała pomysł na swoją powieść od początku do końca. Niekoniecznie musi to być dobry pomysł, ale nie warto od razu przekreślać tej młodej pisarki, bo daje się wyczuć drzemiący w niej potencjał – powinna tylko odpowiednio go doszlifować.

Atlas: Doppelganger” to powieść, w której autorka łączy ze sobą zarówno realny świat smutnego, śląskiego blokowiska w czasach przemian kulturowych, z kolorowym i metafizycznym światem fantazji, wykreowanym w niezwykłej opowieści starego, chorego i doświadczonego przez los człowieka. Wszystko to tworzy niezwykły obraz świata, powstały w umyśle małej dziewczynki. A tylko od czytelnika zależy, czy zanurzy się w tym świecie i przepadnie bez śladu czy będzie żałował, że kiedykolwiek się tam dostał.

Książkę do recenzji otrzymałem od serwisu Bestiariusz.pl

logobestia

Marcin Góra

View all posts