Co się wydarzyło 20 lipca? #MakeChesterProud #FuckDepression

0
63

W lipcu miałem pewne problemy ze zdrowiem. Były one na tyle poważne, że musiałem kilka dni spędzić w szpitalu pod opieką lekarzy przechodząc drobny zabieg. Dodatkowo po wyjściu musiałem zostać w domu kolejne kilka dni i po prostu odpoczywać. I tak minął mi praktycznie cały lipiec. Jak szalone musi być życie, gdy w czerwcu mogłem uczestniczyć po raz trzeci w swoim życiu w koncercie mojego ulubionego zespołu jakim jest Linkin Park, a miesiąc później nie móc złapać oddechu przez głupie schorzenie. Oddechu nie mogłem złapać także 20 lipca, gdy samobójstwo popełnił wokalista mojego ulubionego zespołu wspomnianego wcześniej – Chester Bennington.

Szok, niedowierzanie i.. olbrzymi smutek. Pamiętam, gdy ponad te 15 lat temu usłyszałem po raz pierwszy ich utwór – był to „Crawling”, który sprawił, że zaciekawiłem się tym zespołem. „Hybrid Theory”, „Reanimation” i „Meteora”, czyli trzy albumy, które stały się integralną częścią mojego dzieciństwa. Tak, wychowałem się na tej muzyce, która dla większości jest „słaba” czy określana innymi nieprzyjemnymi epitetami. Nigdy się tymi opiniami nie przejmowałem, każdy ma swój gust i szedłem do przodu. Identyfikowałem się z tym zespołem, zaczytywałem artykułami, w których fani rozkładali teksty ich utworów na czynniki pierwsze, byłem na bieżąco z każdym wywiadem, którego udzielali. Każda premiera nowego albumu była dla mnie wielkim wydarzeniem, a ich twórczość zmieniła się wraz ze mną, jak na ironię im nowszy album tym stawał się dla mnie coraz lepszy. Akceptowałem ewolucje w ich brzmieniu, nie krytykowałem, nie wieszałem psów na nich. Szkoda mi było czasu, wolałem ich po prostu słuchać. Od dawna wiedziałem, że Chester ma problemy sam ze sobą co można wyczytać w wielu tekstach, szczególnie najnowszy album „One More Light” wydaje się być teraz albumem, który był swojego rodzaju apelem o pomoc, ostatnim pożegnaniem czy zwróceniem uwagi innych na problemy, które doskwierają jemu oraz wielu ludziom na całym świecie. Byłem trzy razy na ich koncercie i zawsze po byłem naładowany pozytywną energią na jakiś czas. Wszystko to dzięki zespołowi oraz samemu Chestserowi, który zawsze dawał z siebie 100% czy nawet więcej, żadnych półśrodków. Nie wiem gdzie teraz jesteś, gdzie poszła Twoja dusza, ale w moim sercu masz i zawsze będziesz miał szczególne miejsce. To okropne uczucie, tak, jakbym stracił członka rodziny albo kogoś kto zawsze był obecny w moim życiu i był zawsze jego jaśniejszą częścią. Dziękuje za wszystko przez te wszystkie lata, dziękuje za bycie integralną częścią mnie. Dziękuje, Chester. ??? #ripchester #ripchesterbenington #LP #linkinpark #linkinparkfans #linkinparkfans #linkinparkfan #linkinparksoldier #linkinparksoldiers #lpsoldier #linkinparkpoland @linkinpark @m_shinoda @phoenixlp @braddelson @mrjoehahn

Post udostępniony przez Góra Marcin (@ogortheogur)

Będąc młodszym nigdy nie rozumiałem tego, jak to się dzieje, że ktoś znany w momencie, gdy umiera zostaje opłakiwany przez cały świat, a ludzi za pośrednictwem sieci wstawiają znicze, którymi chcą upamiętnić pamięć osoby, z którą ich tak praktycznie nie łączy. To moda, która działa w sposób nieracjonalny – skoro wszyscy są w stanie napisać [*] to ja też powinienem. Co z tego, że nie znalem tego artysty, nie słyszałem żadnego utworu, nie widziałem żadnego filmu. Koło się obraca i napędza kolejnych ludzi, płyty się sprzedają, słupki popularności idą w górę. A po kilku dniach wszyscy wracają do swojego, codziennego świata. Nigdy też nie potrafiłem pojąć jak strata ktoś kogo znamy, chociażby z ulubionego filmu, może być aż tak bolesna dla kogoś. A o tym, że ktoś sławny odchodzi z naszego świata pojawiają się informacje praktycznie codziennie, ale zawsze tłumaczyłem sobie, że to mnie nie dotyczy. Umierają tylko starsi ludzie na starość albo w wypadkach.

Aż nadszedł w ubiegłym roku moment, który otworzył mi oczy. Jednak ja wolę sobie tłumaczyć to jak coś co po prostu mnie dotknęło. Umarło Carrie Fisher, aktorka wcielająca się w kultową rolę księżniczki Lei z Gwiezdnych wojen. Ależ mnie wtedy ukuło w sercu. Przez większość życia wiedziałem, że pomimo idealnego obrazu jaki od dziecka miałem w głowie (jako Leia Organa w  Oryginalnej Trylogii), miała ona problem z narkotykami czy alkoholem. Ale Carrie Fisher była częścią mego życia, bo bez wątpienia moja pasja do Star Wars wpłynęła na moje życie.

Poznałem wiele osób, uzbierałem pokaźny księgozbiór w sumie to średnich książek czy próbuję nie być leniwym redaktorem Bastionu Polskich Fanów Star Wars. A mówiąc najprościej – czułem się jakbym stracił bardzo ważnego dla siebie członka własnej rodziny. W końcu była ze mną przez prawie 20 lat moje życia, a w chwili, gdy pisze ten tekst mam 27 – rachunek jest prosty. Minęło naprawdę bardzo dużo czasu, aż mogłem ze spokojem obejrzeć Oryginalną Trylogię nie czując tego ukłucia w środku i bez otarcia, choć jednej łzy. W sumie to dalej tak mam, ale coraz rzadziej. Wolę ją pamiętać taką jaka była niż rozpaczać – długo to zajęło, ale to zaakceptowałem.

Inaczej było tego nieszczęsnego 20 lipca – to był dzień, który nie zwiastował żadnej katastrofy. Oprócz tego, że kończyło się moje L4 ucieszyłem się, gdy popołudniu Linkin Park udostępnił teledysk do utworu Talking To Myself, który powstał z nagrań z trasy koncertowej oraz z materiału, który chłopaki nagrywali na media społecznościowe prywatnie. To jest taki pozytywny teledysk – co mogło zepsuć ten dzień? Ta informacja: Chester Bennington popełnił samobójstwo.

Ktoś kto wpłynął na życie wielu osobom, którzy przyznawali, że w najtrudniejszych chwilach swojego życia właśnie sięgali po muzykę Linkin Park, szczególnie dla głosu Chestera. Ktoś kto przez tyle lat mówił otwarcie o swoich problemach, o uzależnieniach, o depresji. Wspominając o tym, że nie można się poddać, nie można dopuścić do sytuacji bez wyjścia. Wtedy poczułem wielką złość – ktoś kto wpływa na życie milionów fanów nie mógł czegoś takiego zrobić. To wydawało się wtedy takie realne. I znów wróciło to uczucie, jakbym stracił kolejną bliską osobę. Znowu ponad 15 lat ma być przekreślone, bo mój muzyczny idol „oszukał mnie”?

Z całego świata zaczęły napływać kondolencje dla rodziny, dla chłopaków z rodziny oraz dla fanów, którzy zaczęli całkowicie spontanicznie organizować memoriały na całym świecie – również w naszym kraju. A przecie Chester był wokalistą zespołu, który jest już niemodny i skończył się wydając Meteorę. Przecież ten zespół #nikogo, a przyznać się do ich słuchania – to wstyd.

Jak się okazało się, że wiele osób naprawdę pozytywnie zaczęło go wspominać, przyznając się, że pierwsza płyta chłopaków Hybrid Theory była pierwszym albumem, który kupili w swoim życiu. Artyści, muzycy, fani z całego świata, czy nawet niektórzy znajomi wspominali. A ja stałem z boku i nie wiedziałem jak sobie poradzić z czymś co mnie przerosło. Przestałem ich słuchać, doszukując się między wierszami utworów słów, które mogły od dawna zapowiadać taką tragedię. A najnowszy album One More Light tylko utwierdzał mnie w przekonaniu, że to wszystko było nieuniknione i nie chce w tym uczestniczyć. Sam tytułowy utwór stał się hymnem towarzyszącym fanom na całym świecie w żałobie.

Nie wiem co można w takich sytuacjach poradzić, gdy Twój idol odchodzi czy to w naturalny sposób czy popełniając samobójstwo. Strata, kogoś kto uformował tysiące lub miliony osób dla każdego jest na pewno bolesna, ale każdy też ją inaczej przechodzi. U kogoś następnego dnia jest już w porządku, a ktoś inny tkwi w tym przez dłuższy czas. Moim zdaniem za długo trwałem w pewnego rodzaju zastoju – doceniałem wszelkie covery, remiksy czy tribute nagrane ku pamięci Chestera, ale nie potrafiłem słuchać utworów Linkin Park. Niektóre udało mi się słuchać, ale żadnego nie potrafiłem dokończyć i po prostu przełączałem na innego artystę. Na szczęście czas, w moim przypadku, działał na korzyść – smutek zmalał, chęć do ich słuchania wróciła – jednak nastawienie już zawsze będę miał inne.

Z jednej strony, wciąż mam do niego żal, że odszedł w taki sposób. Jednak z drugiej wiem, że i tak walczył bardzo długo i po prostu przegrał. Artyści, rodzina oraz przyjaciele postanowili rozkręcać akcję, która ma uświadamiać ludziom w podobnej sytuacji, że zawsze jest ktoś kto może pomóc.

A co się wydarzyło 20 lipca? Odszedł jeden z moim idoli, artysta, który wpłynął na moje życie, na gust muzyczny. Ktoś kto był przy mnie przez ponad 15 lat nie może zostać zapomniany czy odrzucony. Widziałem go trzy razy na żywo i zawsze na każdym koncercie bawiłem się najlepiej w życiu, czując tą energię, która płynie od niego dla fanów jak i pozostałych chłopaków z zespołu.

Czy czegoś się nauczyłem? Tak, oczywiście – nauczyłem się, że nawet ktoś kogo nigdy nie poznasz, ale tworzy coś, co towarzyszy Ci i wpływa na Ciebie może być ważną częścią każdego życia. Będę ich słuchać, zaczytywać się tekstami utworów a przede wszystkim będę szczęśliwy, że mogli być częścią mojego życia – niezapomnianą muzyczną przygodą.

 

#MakeChesterProud #FuckDepression