Tyle się ostatnio dzieje, że nie ma czasu aby napisać tutaj choć kilka prostych słów, kilka nieskładnych zdań. Ogólnie to jest tak ciężko, że próbując napisać jakiś sensowny wstęp, który mógłby usprawiedliwić moje lenistwo, ale im bardziej chce coś takiego napisać tym bardziej się rozchodzę na wszystkie strony i dupa blada.. Ale przejdźmy do rzeczy, bez zbędnego owijania w bawełnę i bez zbędnych ozdobników.

Nie lubię samochodów, motoryzacji. Nie jara mnie to. Nie podnieca mnie dźwięk silnika, wolę już posłuchać jak mi kobieta stęka. Proste. Gardzę też grami potocznie zwanymi „wyścigówkami”, choć czasem sobie z kimś tam pogram, ale nie dlatego że chce tylko raczej z braku perspektyw. Nie no, w „Grand Theft Auto” nawet lubiłem pograć, ale głównie żeby się odstresować lub posłuchać muzyki z jednej z dostępnych w grze stacji radiowych. Do dnia 16.09.2011 wszystko było ok, aż do momentu gdy nie zobaczyłem filmu „Drive” .


Fakt, widziałem zwiastun tego filmu parę razy i mi nawet się spodobał, ale zwiastuny mają to do siebie, że są nieobliczalne i nie mogą być traktowane jako miernik wartości danego filmu, czasem wręcz odwrotnie jest: dobry zwiastun kiepski film. A na film się wybrałem tylko dlatego, że chciałem sobie zająć w pracy jakoś 2 godziny, aby szybciej minęła mi piątkowa zmiana. Rozsiadłem się wygodnie w fotelu… i odpłynąłem.

Najpierw może trailer, który nawet przez tydzień leciał w telewizji:

O czym jest film? Na pewno nie o samochodach, wyścigach jak chociażby może sugerować nam tytuł.. Na plakacie widnieje zdanie „Love story pisane czystą adrenaliną„‚, które chyba najlepiej opisuje ten film. Młody chłopak, który prowadzi podwójne życie zakochuje się.. Za dnia jest kaskaderem w filmach, w nocy zaś jest kierowcą pomagającym przestępcom. No i ZAKOCHUJE SIĘ. Jakie to oryginalne, że ktoś się zakochuje, jeśli do tego dołożymy, że wynikną z tego jakieś problemy/komplikacje/łodewer.. No to mamy historię jakich dużo w holiłudzkich produkcjach. Ale co sprawia, że „Drive” jest tak GENIALNY moim zdaniem?

Po pierwsze to Ryan Gosling, który stworzył bohatera, do którego możemy mieć obojętny stosunek przez większość filmu (jak nie cały), by dopiero pod koniec zrozumieć, że mimo wszystko da się tą postać lubić. Małomówny, wstydliwy (?), pracowity, opiekuńczy.. chyba też trochę zagubiony i zaślepiony miłością do Irene – taki jest właśnie Driver, w którego wciela się właśnie Ryan Gosling. Miałem to szczęście, że kilka dni wcześniej widziałem inny film z tym aktorem, czyli „Kocha, lubi, szanuje” (swoją drogą to polecam, bardzo przyjemna komedia, inna niż wszystkie). Dzięki temu, że widziałem ten film miałem jakiś punkt odniesienia jeśli chodzi o aktorstwo Goslinga. Bo powiedzmy sobie szczerze, ale jako Driver w moim odczuciu momentami jest strasznie sztuczny, drewniany i nienaturalny. Ale możliwe, że to zamierzony efekt.

Druga rzecz to klimat. Trochę to pachnie latami 80-tymi, trochę tandetnymi produkcjami z holiłud a trochę takim typowym love story.. mimo wszystko dla mnie wszystko to było wyważone idealnie. Fakt, nie lubię samochodów, tych wszystkich wyścigów, filmy sensacyjne też mnie nie kręcą a filmy o miłości ostatnimi czasy zlewają się dla mnie w jedną papkę, które działają tylko na sprawdzonych schematach. Od pierwszych minut utonąłem w historii, która jest w „Drive’ie„. Jest kilka przegięć jak chociażby chodzenie przez pół filmu w zakrwawionej kurtce, ale.. reszta jest genialna. Tak, będę się jeszcze dalej nad tym filmem rozpływał, bo na koniec zostawiłem sobie chyba najlepszą rzecz z tego filmu, czyli muzykę.

Na początek Kavinsky znany między innymi z GTA IV:

Desire – Under Your Spell:

College feat. Electric Youth – A Real Hero (czyli taki filmowy „motyw miłosny”):

Dobre prawda? Szczególnie motyw miłosny mogę sobie zapętlać w nieskończoność mając przed oczami te wszystkie sceny z filmu z Driverem i Irene.. Piękne połączenie. Do tego wszystkiego dodajmy, że za ścieżkę dźwiękową odpowiada Cliff Martinez, czyli były perkusista Red Hotów, który ostatnio popełnił także bardzo dobry soundtrack do filmu „Contagion – Epidemia Strachu”. Muzyka jest największym plusem tego filmu.

Drive” jest filmem, który trzeba zobaczyć od początku do końca, mimo, że może on sprawiać wrażenie filmu co najmniej.. dziwnego, nudnego. Ale ja z każdą minutą przekonywałem się do niego coraz bardziej a sama historia stała się dla mnie bardzo bliska. Może ja taki zawsze byłem, albo po prostu na starość robię jakiś taki miękki, ale chyba postąpiłbym tak samo jak główny bohater, który za wszelką cenę chce ochronić osobę, którą kocha.. kocha to może za duże słowo, która dla niego bardzo wiele znaczy. Dobra, sam bym chciał przeżyć taką „przygodę”, ale to tak między nami, taki sekret.

Jeśli chodzi o mnie to ja trzymam już na dysku ten film i czekam na to aż będę miał trochę czasu aby obejrzeć kolejny raz ten film, może sam, może z kimś – ważne, że po raz kolejny ten film mnie oczaruje, czego jestem pewien. A jak wyjdzie na DVD/Blu-ray to kupię z miejsca bez zastanowienia. A wam polecam, bo to naprawdę kawał dobrego filmu jest. Serio.

Marcin Góra

View all posts