Pamiętacie swój pierwszy film obejrzany w kinie? Ja pamiętam, nawet bardzo dobrze. Ot, pewnego dnia, gdy miałem 4-5 lat, pojechałem z rodzicami do kina. Może rodzicie stwierdzili, że warto się w końcu wybrać się ze swoim dzieckiem do kina, pokazać mu co to jest, może.. po prostu im się nudziło i mieli ochotę iść na film. Tak się składa, że w moim mieście w tamtym czasie prosperowały trzy kina (dziś niestety już nie istniejące): Rialto, ApolloZłote Łany. To właśnie ostatnie było tym, w którym zacząłem swoją przygodę zarówno z kinem jak i z filmami.

Nikogo nie zaskoczę chyba, że pierwszym filmem, który obejrzałem na wielkim ekranie był filmem animowanym. I patrząc na to z perspektywy czasu nie byle jakim bo był to sam „Król Lew„. Nie ma chyba osoby w moim wieku, która nie kojarzyłaby tej bajki. Coś w tym jest, że niektóre wspomnienia z dzieciństwa są bardzo w nas zakorzenione, często się ich wstydzimy gdy jesteśmy już starsi, czasem nawet powoli odsuwają się w cień by wrócić, nawet ze zdwojoną siłą. Obecnie jest tak między innymi z najnowszym filmem o młodym czarodzieju, chłopcy, który niegdyś przeżył. Filmem, który kończy pewną epokę, pewien okres w życiu wielu nas. Krzysztof Rewak w swoim ostatnim wpisie wspomina o tym, że czekał na sowę, która przyniesie mu list z Hogwartu. Czekał, ale się nie doczekał. Jednak dziś będąc już dorosłym człowiekiem nie wstydzi się tego, wręcz przeciwnie na premierze „Insygnii Śmierci, część II„, przyszedł z namalowanym znakiem śmierciożerców na przedramieniu.


Nie bez powodu przytoczyłem jego przykład w notce dotyczącej „Króla Lwa„. Może i jestem dziwny, ale będąc w pracy i widząc zwiastun filmu o małym lwie stanąłem jak wryty a oczy zapewne urosły mi do niebotycznych rozmiarów, przypominających te Kota w butach ze „Shreka„. Nie pamiętam ile razy w tym dniu widziałem ten zwiastun, ale wyczekiwałem go tak bardzo, że praktycznie cały czas wzrok miałem skupiony na ekranach, czekając jak na zbawienie. Byłem także na salach, czekając aż przed „Autami 2 3D” poleci krótki filmik… To naprawdę może się wydawać, że dorosły człowiek, który ma już na karku dwadzieścia jeden lat jak małe dziecko cieszy się, że do kin wróci jego ulubiona bajka.

A wróci podobno 26. sierpnia i to w wersji 3D.. Nie jestem jakimś wielkim fanem tej technologii, czasem aż wręcz mnie irytuje fakt, że wciskana jest do filmów, które nie potrzebują w ogóle takich wodotrysków, no ale są wyjątki od każdej reguły. Filmy, które mógłbym zobaczyć właśnie w wersji „trójwymiarowej” to „Władca Pierścieni„, „Gwiezdne wojny” oraz właśnie „Król Lew„. Dla wielu 3D to gwałt na filmie, nawet jeśli jego ulubiony film przekonwertowany do tej technologii wraca na ekrany kin. W trzech wymienionych wcześniej przypadkach wybaczam taki rodzaj gwałtu.. No bo to przecież filmy genialne, takie które w jakiś sposób wpłynęły na moje życie jakkolwiek to może brzmieć dla osób czytających te słowa.

Miałem wytrzymać do premiery, ale dzisiaj postanowiłem sobie włączyć i obejrzeć jeszcze raz, moim zdaniem, najlepszą animację Disneya jaka kiedykolwiek powstała. Leżałem na kanapie i byłem nieobecny przez cały seans. Oczy wlepione w ekran telewizora, świeciły się zapewne jak małe świeczki. W kilku momentach zrobiło mi się autentycznie smutno, a podczas takich momentów jak scena śmierci Mufasy, „piosenka miłosna” czy scena gdy Simba „szuka” swojego ojca z Rafikim, trzeba było być naprawdę twardym lub pozbawionym jakichkolwiek uczuć aby nie powstrzymać choć jednej, małej łezki. No bo jak tutaj udawać twardego gdy nie dość, że wspomnienia wracają ze zdwojoną siłą to jeszcze ma się to uczucie, że za jakiś czas zobaczy się ten film jeszcze raz na wielkim ekranie i wtedy na pewno poleją się łzy, choćby jedna, taka mała. Przecież prawdziwy mężczyzna płacze tylko widząc jak umiera Mufasa, moje drogie panie.

Nie chce się tutaj rozpisywać bo zapewne wrócę do „Króla Lwa” najprawdopodobniej z okazji premiery, chciałem tylko tak na świeżo napisać. Tak, żeby lud miał powód do śmiechu, że dorosły człowiek a wariuje jak głupi widząc bajkę. Nie wstydzę się tego, że pójdę na to do kina, nie wstydzę się tego, że może i poleją się łzy. Podczas seansu, przez te kilkadziesiąt minut będą małym czteroletnim dzieckiem z wlepionymi oczkami w wielki ekran, tym razem jednak z okularami „trzyde” na nosie. Nie wiem czy pójdę sam, z koleżanką, z kumplem, z mamą. Mogę iść nawet sam, mimo, że pewien Łukasz twierdzi, że chodzenie do kina na takie filmy w pewnym wieku wygląda niezwykle podejrzanie i taka osoba może zostać uznana (o zgrozo!) za pedofila. No ale przyznajcie sami są takie rzeczy, które u każdego sprawiają, że człowiek się rozpływa czy tez chce być na nowo małym dzieciakiem, który cieszy się mając olbrzymie rumieńce na twarzy. Ja tak mam właśnie z „Królem Lwem„, no bo czy jest osoba, która nie uśmiechnie się gdy słyszy taką piosenkę jak „Hakuna Matata” czy nie wzruszy podczas „Miłość rośnie wokół nas” czy słuchając oryginalnej wersji w wykonaniu Eltona Johna „Can you feel the love tonight?„.

Dwudziesty szósty sierpnia coraz bliżej a ja chyba powoli zacznę odliczać dni. Może i jestem dziwny, dziecinny.. no ale to przecież „Król Lew„!

 

Poniżej zdjęcie przestawiające nieistniejące już kino „Złote Łany”:

Nieistniejące już kino Złote Łany

Marcin Góra

View all posts