Pierwszy Hobbit, czyli Niezwykła Podróż był czymś wyjątkowym. Po blisko dziesięciu latach dostaliśmy kolejny film, którego akcja rozgrywa się w pięknej scenerii Śródziemia, w krainie, która wykreowana w filmowej Trylogii Władcy Pierścieni urzekła niejedną osobę. Oczywiście mnie też urzekła. Jednak z pewnym bólem serca muszę przyznać, że o ile sceneria, krajobrazy i ogólnie samo przedstawienie filmowego Śródziemia jest dla mnie czymś wyjątkowym to już same filmy są dla mnie ciężkie. Wiele razy próbowałem obejrzeć wersje reżyserskie, jednak każdy z filmów dzieliłem sobie na dwa, czasem nawet na trzy seanse. Z filmowym Hobbitem miałem już o wiele inaczej.

Nie bez znaczenia ma tutaj także fakt, że książka sama w sobie jest lżejsza, bo to taka baśń skierowana głównie dla młodszego czytelnika, co ma olbrzymi wpływ na odbiór filmów, które dla wielu fanów lub po prostu sympatyków miałyby być filmami bliższymi klimatem do Trylogii, a najlepiej, żeby to były te same filmy, które zgarną miliard Oskarów i zarobią miliardy dolarów. I tutaj chyba powoli zaczyna się problem, który mnie najbardziej boli, jeśli chodzi o ekranizację przygód Bilbo Bagginsa. A chodzi mi tutaj o to, że pomimo faktu, iż akcja obu Trylogii rozgrywa się w Śródziemiu nie oznacza to, że będą to Trylogie o tym samym klimacie. Nie będą i nigdy nie miały nawet być. Z resztą, czy ktoś 10 lat temu myślał o ekranizacji Hobbita jako trzech filmach, które będą rozwleczone w nieskończoność? Ja na pewno tak nie myślałem.

Smaug taki zły, Smaug tak bardzo zły..
Smaug taki zły, Smaug tak bardzo zły..

I przyznam się szczerze i bez bicia, że Niezwykła Podróż jako film podobał mi się bardzo, Pustkowie Smauga już trochę mniej, choć dalej się na nim dobrze bawiłem, to już Bitwa Pięciu Armii.. sprawiła, że straciłem jakąkolwiek ochotę aby zrobić sobie maraton Władcy Pierścieni w wersjach reżyserskich. A na prawdę chciałem to zrobić, chciałem się zanurzyć w ten świat jeszcze głębiej i to nie tylko filmowy, ale również książkowy. Chciałem poznać historię a także mitologię Śródziemia nakreśloną w swoich książkach przez Tolkiena, ale nie.. Dzięki Panie Jackson, wielkie dzięki.

Sztuczna wersja reżyserska

Ostatnio nawet udało mi się obejrzeć wersję reżyserską Smauga i muszę niestety przyznać, ale tak jak zwróciłem uwagę w swojej recenzji, reżyser po prostu dał nam wybrakowany produkt do kin, by dorzucić parę scen, które „wyciął” podczas składania do kupy drugiej części przygód Bilba i krasnoludów. No bo kto mi powie, że pół sceny z Beornem dodatkowej to coś fajnego? Dopiero po obejrzeniu wątku Beorna w wersji rozszerzonej uświadomiłem sobie jak to jest strasznie pocięte w wersji, którą widziałem w kinie. No i jest jeszcze wątek Thraina, tak bardzo ciekawy dla mnie, że aż ziewnąłem sobie parę razy, raz poszedłem do toalety gdy się na ekranie pojawił, by na końcu stwierdzić, że bez tego i tak film by nic nie stracił gdyby go i tak nie było.

Zero romantyzmu w Trylogii? Ok, dajmy wątek zakazanej miłości, taa..
Zero romantyzmu w Trylogii? Ok, dajmy wątek zakazanej miłości, taa..

Smutne to trochę. Smutne, bo chciałem jakoś skonfrontować swój tekst o drugiej części z tekstem, w którym miałem opisać swoje wrażenia po seansie wersji rozszerzonej. A były takie, że aby nie mieć poczucia winy, że straciłem 3 godziny życia swojego życia oglądając film, który prawie niczym się nie różni od tego, którego widziałem już kilkukrotnie i aby nie mieć uczucia, że siedzę do późna w nocy, odpaliłem sobie jakiś zaległy odcinek jednego ze swoich seriali, które aktualnie oglądam. To takie smutne, że to co było czymś wyjątkowym przy Władcy, przy Hobbicie stało się takie.. wymuszone.

Po co płacić żywym aktorom…

…nie płaćmy, zrobimy ich w CGI. Najlepiej to zapomnijmy o praktycznych efektach, najlepiej zróbmy cały film w programie komputerowym. A jeszcze lepiej niech postacie się nie odzywają, a jak już mają coś mówić niech to będą wyniosłe dialogi, takie typowe dla hollywoodzkiego kina. Boże, proszę nie.

Ten pan, czyli Dain (i jego dzik) są zrobieni komputerowo..
Ten pan, czyli Dain (i jego dzik) są zrobieni komputerowo..

To nie jest tak, że Bitwa Pięciu Armii to zły film. To nie jest też dobry film. Ten film jest po prostu nijaki, jakby poskładany z tego co zostało podczas montażu dwóch poprzednich części a pod koniec dorzucono tylko bitwę, bo przecież być musi jakaś kulminacyjna bitwa. Dobro przecież musi zawsze zwyciężyć. Ale spokojnie, teraz się tylko zgrywam, bo pisanie o nowym Hobbicie mógłbym zamknąć w pięciu zdaniach i czułbym się tak samo spełniony jak teraz, gdy wciąż piszę te słowa, które właśnie macie okazję czytać.

Pustkowie Smauga, czyli poprzednia część Trylogii zostawiła nas w miejscu, w którym nasz tytułowy smok, rozzłoszczony zachowaniem naszych bohaterów postanawia się odgryźć i zniszczyć w ramach zemsty Miasto na Wodzie. Tu nawet nie ma miejsca na wprowadzenie, bo od razu jesteśmy rzucenie na głęboką wodę. No, nie dosłownie, ale zaczynamy na prawdę od prawdziwego trzęsienia ziemi. W czasie, gdy Smaug plądruje i niszczy osadę, król oraz reszta hołoty próbuje się wydostać z miasta biorąc ze sobą tyle złota i kosztowności ile tylko mogą udźwignąć. I to w moim odczuciu miało być śmieszne, smok pluje ogniem, wszystko płonie, mieszkańcy krzyczą a król i jego sługa płyną sobie spokojnie jak gdyby nic się nie działo. Sceny niczym z Jasia Fasoli, no przynajmniej z tych nie śmiesznych odcinków, które zdarzają się raz na dziesięć dobrych. Ale spokojnie, jest przecież Bard, który strzałą zabija smoka. Szkoda tylko, że scena w której ukazana jest właśnie śmierć Sherloka Smauga jest taka jakaś mało przekonująca. Może to tylko moja wina, że wiedząc jak smok skończy oczekiwałem czegoś wielkiego i podniosłego, przecież ten film robi Peter Jackson, spec od wielkich i epickich scen. Ale nie, bestię trzeba było zabić jak najszybciej i w jak najdziwniejszy sposób. a szkoda.

Thorin Szalona Tarcza
Thorin Szalona Tarcza

Dalej też nie jest lepiej, niestety. Wątek szaleństwa Thorina Dębowej Tarczy w skrócie można opisać w taki sposób. Nasz krasnolud oszalał bo miał za dużo złota, w między czasie cały czas podejrzewał swoich towarzyszy podróży, że któryś z nich ukradł mu sprzed nosa Arcyklejnot by na końcu, już w szczytowej fazie szaleństwa, gdy powinien odchodzić od zmysłów… zrozumiał, że źle robi i… wyzdrowiał. Och, Panie Jackson, aż tak śpieszno Ci do tej wielkiej bitwy? Na prawdę nie dało się tego lepiej pokazać? Daje 20 zł, że dałoby się i to satysfakcjonująca dla każdego widza.

Wielka bitwa pięciu czterech armii

Tytułowa bitwa jest czymś co było chyba głównym motorem napędowym kampanii reklamowej tego filmu. Wow, zobacz wielką bitwę, zobacz decydujące starcie, pięć armii na raz, uszanowanko. Dobra, może przesadzam, ale trochę to dziwne. Przychodzą elfy – Bilbo mówi „Ale super to elfy!”, potem ludzie – „To ludzie”, orki – „Uwaga, orki!”.. i tak w kółko.. tylko, że nie wiem co mam liczyć jaką tą piątą siłę na polu bitwy? Orły? Wielkie czerwie pustynie wzięte żywcem z Diuny? To tak jak dać ludziom tablice, które są zatytułowane „10 przykazań” a ostatni numerek to 9..

Kojarzycie w ogóle krasnoludy? Bo ja po seansie żadnego..
Kojarzycie w ogóle krasnoludy? Bo ja po seansie żadnego..

Ale pomijając to, że nie ma armii jako takich i tylu ile powinno być (no może są, ale tego normalny widz nie zauważy) to ogólnie cała bitwa jest.. słaba. Bo wyobraźcie sobie, że macie kilka różnych armii, każda złożona z różnych jednostek, każda armia różni się bronią, wyglądem, sposobem walki – niestety w tym filmie mamy tak, że raz krasnoludy biegną i wybijają wszystko w koło, przerwa na jakiś tekst w stylu „Walczcie o honor”, „Chrońcie Erebor” a po chwili „Och król elfów, wybacz mi”… i dalej walka. Ach, jak ja dawno nie miałem takiego uczucia podczas seansu filmu, na który tak czekałem długo. I nie, nie byłem nastawiony negatywnie od samego początku, no ale jak tu napisać o czymś pozytywnym, gdy nawet orki są jakoś dziwnie i podejrzanie… czyste.

To już jest koniec.. chyba

I nie będę tutaj pisał o tym, że dialogi były słabe, że efekty były zbyt „plastikowe”, że w gruncie rzeczy tak na prawdę nie wiem do końca o czym był ten film. Pomijam tutaj fakt, że książkę czytałem, parę razy, ale to arcydzieło jest tak pocięte, tak „dopieszczone”, że nie wiem czy Peter Jackson świadomie zrobił taki film bo nie miał materiału aby go wykończyć, wyciął lepsze fragmenty, aby mieć co dać w wersji reżyserskiej czy może po prostu świadomie zrobił taki film, tak od niechcenia.

Najczystsza armia w Śródziemiu!
Najczystsza armia w Śródziemiu!

Szkoda tego filmu, bo pomimo faktu, że dostaliśmy trzy filmy z takiej małej książeczki i pomijając fakt, że one nigdy nie miały być klimatem zbliżone do Władcy to pomimo dwóch na prawdę dobrych części to trzecia.. Pogrzebała jakiekolwiek szanse, abym szybko wrócił do tego świata. Na pewno nie wrócę szybko do filmowego świata Śródziemia, bo do książkowego to kto wie..

Zamiast seansu przeczytajcie książkę, komiks czy obejrzyjcie animowaną wersję Hobbita, bo wyjdzie wam to na pewno na plus. No chyba, że MUSICIE zobaczyć najnowszy film Jacksona (co może być dziwne, bo od premiery już trochę minęło), no ale cóż, wasze pieniądze i wasz czas.

Zielony, wszędzie zielony..
Zielony, wszędzie zielony..

Goodbye Bilbo, my old friend..