Mad Max – oryginalna trylogia z Melem Gibsonem

Ostatnimi czasy na ekranach naszych kin pojawił się Mad Max: Na drodze gniewu, który zachęcił mnie aby odświeżyć sobie filmową trylogię o przygodach Szalonego Maxa. Choć słowo „odświeżyć” wydaje mi się trochę mało adekwatne do sytuacji. Przede wszystkim w tym miejscu muszę się przyznać, że nigdy do tych filmów nie pałałem wielką miłością. Z ręką na sercu powiem, iż po prostu mało mnie one obchodziły. Będąc małym człowiekiem czasem trafiłem na nie w telewizji przełączając kanały oglądając kilka, kilkanaście minut danego filmu, ale z olbrzymim ziewnięciem przełączałem później na kolejny kanał.

Lata mijały i jak sięgam pamięcią trudno mi jednoznacznie stwierdzić, czy aby kiedykolwiek obejrzałem cały film z serii. Owszem kojarzę postać Maxa, kojarzę postapokaliptyczny świat, w którym rozgrywa się cała historia, kojarzę nawet utwór Tiny Turner z trzeciej części We Don’t Need Another Hero, ale żebym miał, w choć kilku zdaniach streścić fabułę każdej z trzech części choćby w dwóch czy trzech zdaniach – nie potrafię. No teraz już tak, ale jeszcze dwa, trzy tygodnie temu byłoby to dla mnie niemożliwe.

Jednak z wiekiem człowiek dorasta, zmieniają mu się poglądy, pojawiają się chęci aby sięgnąć po klasykę. Miałem tak już z wieloma filmami, które 10-15 lat temu mnie odrzuciły czy zanudziły lub po prostu o nich zapomniałem następnego dnia by po latach, po powtórnym obejrzeniu rozkochały mnie w sobie. I tak też było w przypadku trylogii Mad Max. I nie będę tutaj długo rozwodził się nad fabułami kolejnych odsłon serii, tylko krótko i zwięźle opiszę to jak ja postrzegam trylogię filmów o Wojowniku Szos z Melem Gibsonem w roli głównej.

Mad Max (1979)

Pierwsza część trylogii to historia o tym jak nasz tytułowy bohater Max Rockatansky staje się tytułowym „szaleńcem”. Cała akcja dzieje się w postapokaliptycznym świecie, gdzie Max jest policjantem. Warto dodać, że jest szalenie (heh) dobrym stróżem prawa, a po godzinach jest po prostu miłym i kochającym mężem. Niestety podczas jednej z akcji nasz protagonista doprowadza do śmierci jednego z członków bandy motocyklistów – Night Ridera. Szybko po tym incydencie w mieście pojawiają się jego kompani, którzy za wszelką cenę chcą się zemścić na Maksie i na jego najbliższych nie przebierając przy tym w metodach. Między naszym bohaterem a gangiem rozpoczyna się walka na śmierć i życie, z której tylko jedna strona może wyjść zwycięsko. Tym wygranym jest oczywiście Max. Jednak śmierć żony sprawia, że zwycięstwo wcale nie smakuje tak jak powinno, a wręcz przeciwnie wszystkie te wydarzenia odbijają olbrzymie piętno na naszym bohaterze. Tak właśnie rodzi się Wojownik Szos, Szalony Max.

Max Rockatansky w drodze do swojego szaleństwa
Max Rockatansky w drodze do swojego szaleństwa

Mad Max 2: Wojownik Szos (1981)

O ile pierwszą odsłonę cyklu można nazwać genezą naszego bohatera to druga część trylogii powinna być uznawana za tytuł, który ukierunkował wszystkie cechy i normy, dzięki którym powstał świat i uniwersum Mad Maxa kojarzone przez szeroką publikę. Fakt, w pierwszym filmie mamy informację, że historia dzieje się w niedalekiej przyszłości, jednak to właśnie dwójka ukierunkowuje serię na właściwe tory, które są znane i kojarzone po dziś dzień. A o czym jest Wojownik Szos?

Tak to ON - jedyny w swoim rodzaju Wojownik Szos
Tak to ON – jedyny w swoim rodzaju Wojownik Szos

Ziemia jest zniszczona w wyniku wojny nuklearnej. Ludzie gromadzą się w grupy mieszkając w ufortyfikowanych obozach, ponieważ wszędzie szaleją gangi. Wszystko do za sprawą benzyny, która w obecnych czasach jest na wagę złota i stała się towarem na tyle eksluzywnym i porządanym, że ludzie są w stanie za nią zabijać. Posiadanie drogocennego paliwa jest wręcz obsesją i potrzebą na tyle silną co posiadanie schronienia czy wody do picia na środku pustyni. Do jednej z takich osad przybywa nasz były policjant w swoim charakterystycznym wozie, w swojej „firmowej” kurtce i z wyrazem twarzy pozbawionym jakichkolwiek emocji. Będąc sam w potrzebie posiadania drogocennego paliwa postanawia pomóc mieszkańcom wioski w zdobyciu rafinerii.

Masz benzynę - masz władzę!
Masz benzynę – masz władzę!

Czym jest Wojownik Szos dla całej trylogii? To przede wszystkim punkt rozpoznawczy dla całej serii, film, który ukształtował cały świat Szalonego Maxa i wszystkie elementy, które kojarzą nam się z tymi filmami. A co konkretnie? Postapokaliptyczny krajobraz, w którym rozgrywa się akcja, charakterystyczny wygląd wszelkiej maści pojazdów, które wyglądają jak hybrydy wszystkiego tego co ludzie znaleźli na złomowiskach. To także obraz, który na nowo stworzył postać samego Maxa Rockatansky’ego, czerpiąc dużo z pierwszej części jednak rozwijając tą postać bardziej. No i przede wszystkim, jeśli o mnie chodzi to myśląc o trylogii o przygodach Wojownika Szos, wyobrażając sobie cały ten świat, krajobrazy, bohaterów i wszystko co tylko z serią związane przed oczami mam część drugą niż jedynkę.

Oto prawdziwy Mad Max, jest klimat!
Oto prawdziwy Mad Max, jest klimat!

Mad Max: Pod kopułą gromu (1985)

Trzeci film o przygodach bohatera granego przez Mela Gibsona podąża utartymi już wcześniej schematami przez co w moim odczuciu jest najsłabszym obrazem z całej trylogii. Właśnie ze względu na swego rodzaju odtwórczość Pod Kopułą Gromu jest po prostu filmem słabym. Mamy naszego bohatera, wędrującego przez zniszczone pustkowia, który kolejny raz trafia do miasta, w którym robi co ma zrobić i znów odjeżdża. Może jedyną oryginalną rzeczą w tej części w porównaniu z poprzednimi odsłonami serii jest fakt, że Max przedstawiony jest tutaj jako swego rodzaju Mesjasz, który w oczach spotkanych dzieci ma być tym, na którego tak długo czekali. Jednak z drugiej strony to wszystko sprawia, że w moim odczuciu film strasznie spuszcza z poważnego tonu znanego do tej pory na rzecz czegoś co można nawet podpiąć pod miano filmu… kampowego czy też familijnego. Owszem, także w tej odsłonie znajdziemy elementy dobrze nam znane i charakterystyczne dla tego świata, jednak wszystko to jest na zasadzie, że być w tym filmie musi bo to w końcu Mad Max a nie, że historia tego wymaga sama w sobie.

Ach, jacy oni szaleni!
Ach, jacy oni szaleni!

No ok, żeby nie było – wspomniany wcześniej utwór Tiny Turner We Don’t Need Another Hero jest jedną z tych dobrych rzeczy, dla których warto obejrzeć film. A dobra, żartuje, utwór ten leci chyba tylko na napisach końcowych, kogo ja oszukuje..

Mad Max III - idealny film na niedzielny rodzinny seans
Mad Max III – idealny film na niedzielny rodzinny seans

***

Trylogia Mad Max to idealny przykład trzech filmów, które pomimo tego, że są tak diametralnie różne od siebie potrafią stworzyć jedną spójną całość. Pomimo kilku zgrzytów, pomimo kilku dziwnych scen, nawet pomimo faktu, że trzecia część tak bardzo odstaje od dwóch wcześniejszych – pokochałem tę serię całym sercem. I bez bicia przyznaje się, że jeszcze kilka tygodni temu filmy o przygodach Szalonego Maxa były dla mnie tylko ciekawostką.

Teraz to filmy, które mi dostarczają dużo zabawy, nawet trójka.

No ok, kogo ja oszukuję z tą trójką cały czas?