Serial Gotham to nowe „dziecko” stacji FOX, a zarazem kolejny serial komiksowy. Mało tego, tytułowe miasto to siedziba jednego z najpopularniejszych bohaterów popkultury, czyli Batmana. Jest jednak jeden problem. I dla kogoś kto utożsamia Gotham z Panem Nietoperzem, będzie to zapewne pewne rozczarowanie. Nie jest to serial o Batmanie. Jest to serial o pracy Jamesa Gordona, który w pocie czoła stara się zapewnić bezpieczeństwo w mieście, w którym jeszcze nie działa Batman. I co tu dużo mówić, nasze Gotham jest pełne szarości.

Wizualnie mamy tutaj połączenie stylu, który znamy z filmów Tima Burtona z tym, który zaprezentował nam Christopher Nolan w swojej trylogii. Zabieg ten sprawia, że Gotham jest takie, jakie chciałbym abym było – z jednej strony współczesne a z drugiej na tyle charakterystyczne, że z trudem mógłbym je pomylić z innym miastem.

Nasi bohaterowie, tacy piękni.
Nasi bohaterowie, tacy piękni.

Gorzej jest niestety z bohaterami. O ile Gordon wypada jako tako przekonująco, to już pozostali wydają się być dla mnie strasznie dziwni i trudni w odbiorze. Mamy dwie rodziny gangsterskie, które rywalizują o wpływy w mieście, czyli Falcone i Maroni. Mamy też młodych bohaterów, którzy dopiero w przyszłości „zabłysną”, czyli Catwomen, Pingwin, Edward Nygma, no i przede wszystkim Bruce Wayne, który został osierocony w pilotowym odcinku. I uwaga, to nie jest spoiler, pokazywali to nawet w zwiastunach serialu. A reszta? Według mnie wypada blado, tak blado, że nawet nie chce mi się sprawdzać kto jest kim w uniwersum Batmana albo kto kim zostanie. I to jest chyba mój główny problem z tym serialem.

Pan Gordon jako Strażnik Texasu.. tfu.. Gotham.
Pan Gordon jako Strażnik Texasu.. tfu.. Gotham.

Oglądam go ponieważ od pewnego czasu postać Batmana mnie fascynuje. Nadrabiam przy okazji zaległości komiksowe, filmowe, serialowe, więc nic dziwnego, że przy okazji premiery serialu Gotham, który umożliwia spojrzenie na postać Mrocznego Rycerza inaczej, postanowiłem go obejrzeć. Niestety, po tych pięciu odcinkach czuję się zagubiony. Pomimo faktu, że serial mi się podoba, to podczas oglądania nowego odcinka, przez większość seansu czuję się tak, jakby mnie omijała cała frajda z odkrywania wszystkich smaczków dotycząca uniwersum Batmana.

A tutaj mamy Pingwina.. heh, spoiler alert. Za późno.
A tutaj mamy Pingwina.. heh, spoiler alert. Za późno.

Wiem, że nie jest to serial o Batmanie, ale wiem też, że gdyby moja wiedza na temat tego bohatera byłaby większa, czerpałbym większą przyjemność z oglądania Gotham. A tak, cóż, zostało mi się do edukować trochę w temacie i czekać tylko na kolejne odcinki.

Bo jakby na to nie patrzeć, seriale komiksowe zawsze w cenie.

Marcin Góra

View all posts