Miasto 44 to film..

Miasto 44 to film, w którym..

Zacznę jeszcze raz, kolejny raz, bo coś nie wiem jak zacząć. Czuję, że to będzie ciężkie przeżycie, pisanie tego tekstu.

Piękni, młodzi i bez wyrazu - oto nasi bohaterowie
Piękni, młodzi i bez wyrazu – oto nasi bohaterowie

Przed seansem nowego filmu Jana Komasy wyświetlano krótki filmik informacyjny, z którego dowiedziałem się, że środki na film zbierano przez 8 lat, że kilkanaście godzin spędzono tworząc efekty specjalne, że zwieziono kilkanaście ton gruzu… Takie tam gadanie, aby podnieść wartość filmu jeszcze przed jego obejrzeniem przez widza na sali kinowej. I wiecie co? To chyba była próba ratowania tego „dzieła” w moich oczach jeszcze zanim tak naprawdę go obejrzałem.

Od około dwóch miesięcy oglądam sobie Czas Honoru, polski serial wojenny opowiadający o czasach, w których mniej więcej rozgrywa się akcja Miasta 44 – i muszę przyznać, że tak jak nie lubiłem patrzeć na Wieczorkowskiego czy Zakościelnego na małym ekranie, tak dzięki temu serialowi przekonałem się do nich, bo po prostu historia mnie wciągnęła na tyle mocno, że musiałem się denerwować z ich powodu. Z Miastem 44 jest inaczej.

Doceniam reżysera a także autora scenariusza Jana Komasę, jego warsztat, nawet potrafię zrozumieć jego wizję i chęć zrobienia filmu wojennego z hollywoodzkim rozmachem, ale po seansie wyszedłem z u pewnym uczuciem zażenowania na mojej twarzy. Wszystko przez to, że Komasa chyba w pewnym momencie zbytnio odleciał a historia opowiadana nam podczas seansu zaczęła iść sama sobie w jedną stronę a bohaterowie.. w drugą.

Powstanie Warszawskie pięknie zrealizowane od strony wizualnej, ale aktorzy giną gdzieś czasami na pół filmu.
Powstanie Warszawskie pięknie zrealizowane od strony wizualnej, ale aktorzy giną gdzieś czasami na pół filmu.

Stefana, czyli w zamyśle głównego bohater, tak przynajmniej wnioskuje, że ta dwójka młodych ludzi z plakatów to główni bohaterowie, poznajemy jako młodego chłopaka mieszkającego z matką i młodszym bratem w Warszawie. Chłopak jest miły, uczynny, trochę przestraszony i przede wszystkim przyjmuję bierną postawę jeśli chodzi o Niemców. Nie podoba mu się to co robią, ale też nie jest chętny aby z nimi walczyć. Ale koniec końców Stefan trafia do organizacji i zaczyna walczyć o wolność. W między czasie poznaje też dziewczynę, którą nazywają Biedronka. I tyle jeśli chodzi o bohaterów. Bo oprócz Stefana i właśnie dziewczyny nie dowiadujemy się o reszcie bohaterów nic kompletnie o nich. Pojedyncze sceny z ich życianie wnoszą nic do ich kreacji, mało tego, większość tych scen uważam za kompletnie zbędne. Wystarczyło pokazać po 5 minut z życia Stefana, 5 minut z życia Biedronki i wiedzieć tyle co można przeczytać na głupiej ulotce reklamowej:

Miłość dwojga młodych ludzi zostaje wystawiona na próbę, gdy 1 sierpnia 1944 wybucha Powstanie Warszawskie.

Gdy już w końcu wybucha Powstanie Warszawskie nasi bohaterowie… znikają z ekranu. Reżyser chyba stwierdził, że skoro naoglądaliśmy się pięknych i młodych, z cudownie uczesanymi włosami, białymi zębami i pięknymi uśmiechami rysującymi się na twarzach to trzeba ten obraz zestawić z widokiem zniszczonej Warszawy oraz ludzi, którzy albo już nie żyją i leżą martwi po ulicach, albo już umierają zakrwawieni. A wszystko to po przeplatane scenami, w których ludzkie kończyny lecą w naszą stronę z ekranu by po chwili zobaczyć spalonych ludzi albo całych we krwi. I nie chodzi o to, że realizm tego filmu jest zły, bardzo dobrze, lubię realizm, ale nie wtedy gdy balansuje on pomiędzy poważnym obrazem a zwykłą komedią. No bo jak wytłumaczyć scenę, w której dziewczyna biegnie, spowolnienie czasu jak w Matrixie a po chwili, po wybuchu bomby w pobliskim budynku w jej kierunku lecą ludzkie kończyny a z nieba leje się strumieniami krew. A ona, stoi i się patrzy.

Niech strzelają, bomby wybuchają - my się całujemy dalej
Niech strzelają, bomby wybuchają – my się całujemy dalej

O co chodziło autorowi to ja nie wiem, nie chce chyba nawet wiedzieć.

Takich dziwnych scen jest jeszcze kilka, szczególnie moja „ulubiona”, gdy nasi młodzi bohaterowie oddają się miłosnym uniesieniom, w tle widzimy wybuchy a z głośników leci muzyka podoba do jakiegoś eletro czy dubstepu. W tym momencie odpadłem.

Ale nie jest tak, że film jest kiepski, bo nie jest. Niestety genialny też nie jest, nawet ta cała hollywoodzka otoczka filmu nie pomaga w jego odbiorze. Fajnie było zobaczyć zniszczoną Warszawę, bo naprawdę pod tym względem film wypada genialnie. Widać , że się postarano, zaryzykuje stwierdzenie, że czuć atmosferę powstania. Szkoda tylko, że nie czuć aby w tym filmie byli jacykolwiek bohaterowie. I nie, nie przekona mnie stwierdzenie, że to celowy zabieg, że aktorzy mieli grać tak bardzo zdezorientowanych, bo przecież Powstanie Warszawskie ich zaskoczyło.
Mnie zaskoczyło, że film jest tak słaby a aktorzy.. więcej ekspresji widziałem na plakatach niż w filmie.