Bez bicia przyznam się, że drwiłem z tego filmu praktycznie od momentu, gdy po raz pierwszy się o nim dowiedziałem. Obejrzałem zwiastun i w mojej głowie od razu wytworzył się obraz filmu, który będzie po prostu zły. Tłumaczyłem sobie tym, że to kolejny polski film, a nasze rodzime kino zazwyczaj jest po prostu słabe. Innym razem, że to będzie kolejny film, który będzie w chamski sposób wyciskał łzy, szczególnie u tej piękniejszej części widowni. Niestety, tak bardzo się myliłem, że teraz jest mi po prostu wstyd. Przepraszam, że kiedykolwiek śmiałem się z tego filmu.

Moje córki krowy nie posiada złożonej fabuły, ale też takiej posiadać nie musi. Po prostu dostajemy historię, która mogła się wydarzyć w każdej polskiej rodzinie. Mamy zatem dwie siostry, które nie potrafią nie tyle co żyć same ze sobą co praktycznie nie potrafią żyć własnym życiem. Każda z nich jest w pewien sposób wrakiem człowieka. Jednak w obliczu ciężkiej choroby ich matki muszą nauczyć się polepszyć relacje między sobą. I przez pierwsze dwadzieścia, może trzydzieści minut bohaterowie, których widziałem na ekranie po prostu mnie śmieszyli. Potem zauważyłem, że już gdzieś tę historię widziałem, a najgorsze było to, że nie był to film, a prawdziwe życie.

Nie będzie tutaj nic odkrywczego jeśli napiszę, że zapewne u wielu z Was ktoś z rodziny ciężko chorował. I na pewno było to ciężkie przeżycie. Sam nie jeden raz zastanawiałem się jak to jest, że jedni ludzie lepiej znoszą cierpienie a inni gorzej, aż do momentu, gdy nie zweryfikowałem tego na własnej skórze. Są ludzie, którzy mają wszystko, mają pieniądze, rodzinę, ale w momencie, gdy pojawia się ciężka choroba bliskiej osoby w rodzinie po prostu się rozkładają i czują się bezradni, choć wcześniej nikt ich nigdy nie posądził, że dana osoba może przeżywać jakiekolwiek chwile słabości. I tutaj chyba leży klucz do zrozumienia tego filmu.

Nie lubię szpitali
Nie lubię szpitali

Po seansie przeczytałem sobie kilka opinii o Krowach. Ludzie piszą, że film słaby, scenariusz słaby, dialogi słabe, aktorstwo słabe, a inni wręcz przeciwnie – są oczarowani tym jak bardzo prawdziwy jest ten film. I wiecie co, wszyscy tutaj mają rację. Bo film jest słaby, ma momenty, które nie są potrzebne, ale ma ten olbrzymi ładunek emocjonalny, który jest tak prawdziwy, że niejedna osoba która przeżyła podobne chwile w swoim życiu wyjdzie roztrzęsiona z sali kinowej.

Zastanawiam się czy mogę pisać o czymkolwiek związanym z tym filmem pisząc, że mi „coś się podobało” zważywszy na fakt, że większość scen przypominało mi to co widziałem na własne oczy. Podczas seansu słyszałem komentarze innych pod nosem, że przecież to nie możliwe aby bohaterka grana przez Agatę Kuleszę mogła w jednej chwili wydrzeć się na lekarza a w drugiej zwinąć się w kłębek i płakać. No, chyba, że „ma okres”. Mało tego, Gabriela Muskała grająca siostrę naszej bohaterki, nie może być aż tak niezaradna życiowo, by za chwilę zwoływać wszystkich uzdrowicieli, aby „wyleczyli” jej matkę albo godzinami siedzieć w kościele i się modlić o jej zdrowie. Gdzie czas na dom, na pracę? Nie wiem czy Ci ludzie byli po prostu nie czuli czy nigdy nie przeżyli podobnych sytuacji w swoim życiu, ale mimo wszystko nie życzę im tego. Wszystko co pokazano w tym filmie jest prawdziwe.

Dwie siostry - dwa różne sposoby radzenia sobie ze stratą bliskich
Dwie siostry – dwa różne sposoby radzenia sobie ze stratą bliskich

Nikt przecież nie chce aby jego bliscy odeszli, a tym bardziej nikt nie chce aby nasi rodzice odeszli z tego świata, niezależnie od tego jacy byli dla nas całe życie. Czy nosimy w swoich sercach jakieś urazy do nich czy też nie, w sytuacji kryzysowej człowiek potrafi wiele wybaczyć, a także wiele poświęcić aby być przy bliskiej osobie w jej ostatnich chwilach. Nawet jeśli wiemy, że zbliża się koniec, często nie dopuszczamy do siebie tej myśli. Nawet jeśli nasze zachowanie jest nieracjonalne to wciąż wierzymy, że jednak znajdziemy rozwiązanie z danej sytuacji i osoba wyzdrowieje. A wybuchy złości czy płaczu a po chwili powrót do normalności ze sztucznym uśmiechem na twarzy? Widziałem to i kupuje to wszystko co aktorzy pokazują w tym filmie. A to, że ojciec naszych bohaterek (Marian Dziędziel) w jednym momencie zapomina o tym kim są jego córki i je wyzywa przy okazji mocząc się w spodnie nie jest niczym śmiesznym ani dziwnym. Wiele leków tak działa, co tylko mnie smuciło, gdy słyszałem jakiś śmieszków na sali.

No tak, bo stary facet zlał się w spodnie i to przecież jest śmieszne, a jeszcze jak zwyzywał swoje córki i je opluł to zaśmieje się dwa razy nawet, za drugim trochę głośniej. Trochę smutne to, ale nie mi tego oceniać.

Kinga Dębska w swoim filmie Moje córki krowy starała się opowiedzieć historię, która powinna wzruszyć niejedną osobę. Niestety powstał jej film nierówny, który jednak nadrabia naprawdę świetnymi momentami i pokazuje w taki bardziej ludzki sposób jak ludzie radzą sobie z przeciwnościami losu. Nic w tym filmie nie jest czarne lub białe, wszystko tutaj jest po prostu szare. Ale wiecie, to nawet i lepiej bo życie nie polega na tym, że pomodlimy się za bliską nam osobę i ona wyzdrowieje. Uzdrowiciele nam też nie pomogą a na pewno kłótnie z bliskimi nam osobami nie pomogą nam w przetrwaniu ciężkich chwil, gdy inna bliska nam osoba powoli odchodzi z tego świata. Nie miejmy też pretensji do naszych bliskich, że w taki a nie inny sposób radzą sobie z problemami. Ludzie są tylko ludźmi i jeden będzie wyładowywał swój smutek na innych w postaci złości, a ktoś jeszcze inny będzie płakał i załamywał ręce.

Ważne, aby z najtrudniejszych momentów w życiu wynosić jakąś naukę
Ważne, aby z najtrudniejszych momentów w życiu wynosić jakąś naukę

Zastanówmy się lepiej nad tym jak spędzić ostatnie z bliską nam osobą – a ten film pokazuje, że w ciężkich chwilach ludzie powinni się jednoczyć a nie walczyć jeszcze bardziej ze sobą.

No i mam nadzieję, że nie będzie aż tak wzruszeni po seansie jak ja. Ale nawet jeśli tak, to kto Wam zabroni płakać?