Nostalgiczny maraton Star Wars

Premiera Przebudzenia Mocy już w grudniu. Pora powoli zacząć przygotowywać się do tego wydarzenia. A czy jest lepszy sposób niż maraton filmowy?

0
274

Ostatnimi czasy coraz więcej informacji dotyczących najnowszej części Gwiezdnych Wojen wycieka do Internetu. I można zarzekać się na wszystko, że się tego człowiek nie tknie, nie zobaczy kolejnych zdjęć z planu, szkiców koncepcyjnych czy nie przeczyta kolejnych spoilerów. O ile 10-15 lat temu udawało mi się walczyć z takimi pokusami, tak niestety teraz muszę przyznać, że nie ważne jakbym zapierał się rękami i nogami – nie potrafię. Po prostu nie potrafię. Ciekawość jest większa, choć czy aby na pewno jest to tylko ciekawość? Z jednej strony tak, z drugiej to chyba jakaś tęsknota aby zobaczyć Gwiezdne Wojny na wielkim ekranie. Z oczywistych względów pomijam tutaj fakt, że praktycznie co roku w Warszawie w kinie Iluzjon można zobaczyć Oryginalną Trylogię w swojej pierwotnej wersji. W 2012 roku na ekranach kin można było obejrzeć Mroczne widmo w wersji trójwymiarowej, na której notabene byłem dwukrotnie, to jednak premiera Epizodu VII to coś innego, coś nowego.

Przyszedł Disney i kupił nawet Dartha Vadera..
Przyszedł Disney i kupił nawet Dartha Vadera..

Znam osoby, które zarzekają się, że nie pójdą do kina. Argumentują to tym, że Disney zniszczył ich dzieciństwo kręcąc kolejną część filmowej Sagi kosztem Expanded Universe (co nieco na ten temat napisałem w tym miejscu). Inni twierdzą, że po prostu historia Gwiezdnych Wojen w filmowej wersji jest skończona, że to historia rodu Skywalkerów – najpierw poznajemy historię Anakina i jego powolny upadek ku Ciemnej Stronie, później widzimy opowieść o jego synu Luke’u, który pomaga swojemu ojcu wrócić na właściwą stronę i po części odkupić swoje winy. Skoro historia jest skończona to po co kręcić dalej filmy. No właśnie po co?

Wszystko dla pieniędzy

Po pierwsze to dla pieniędzy. Nie oszukujmy się, ale świat Gwiezdnych Wojen ma tak wielki potencjał marketingowy, że aż grzechem byłoby nie wykorzystać go. A kto inny jak nie Disney nadaje się do tego najlepiej w dzisiejszych czasach? Aby nie szukać daleko jako przykład podam filmy z uniwersum Marvela. Thor czy Kapitan Ameryka jeszcze kilka lat temu w naszym kraju obchodzili #nikogo, a teraz? Teraz filmowa marka Marvela jest tak popularna, że już w lipcu na ekranach naszych kin zobaczymy film o Człowieku Mrówce a jeszcze nie tak dawno rekordy popularności bili Strażnicy Galaktyki, w których mogliśmy zobaczyć gadającego szopa oraz chodzące drzewo. Albo Ci tam na górze mają naprawdę wielkie jaja albo po prostu są tak pewni swojej marki, że wprowadzają bohaterów, którzy na kartach komiksów już dawno zostali zapomniani albo są tak mało popularni, że znowu posłużę się sprawdzonym sloganem, ale #nikogo.

Niedobra Myszka Miki, niszczy Gwiezdne Wojny!
Niedobra Myszka Miki, niszczy Gwiezdne Wojny!

Myszka Miki zniszczyła mi dzieciństwo

Jak bardzo podzielone opinie krążą w Internecie na temat Epizodu VII pokazuje powyższe zdanie. Trochę to smutne, że ludzie przekreślają ten film tylko i wyłącznie dlatego, że jest robiony przez Disneya, który znany jest z tego, że robi filmy animowane, a od kilku lat przez większość ludzi chyba tylko i wyłącznie kojarzony jest ze swoimi głupimi serialami pokroju Hanny Montany czy podobnych. Nic bardziej mylnego (ech, zawsze to chciałem napisać!). Disney to firma, która tylko czeka aby kupić prawa do jakiejś marki a potem po prostu daje ją innym ludziom aby zrobili z tego coś wartościowego zatrudniając do tego młodych i zdolnych twórców. Wraz ze wzrostem popularności wspomnianych już wcześniej filmów Marvela Disney coraz śmielej zatrudnia coraz to więcej aktorów ze znanymi nazwiskami. W nadchodzących filmach zobaczymy m.in. Michaela Douglasa, Martina Freemana czy Benedicta Cumberbatcha. A przypomnę tylko, że już w Marvel Cinematic Universe mamy takich aktorów jak Robert Downey Jr., Samuel L. Jackson, Scarlett Johanson, Natalie Portman, Josh Brolin, Bradley Cooper, Zoe Saldana.. wymieniać dalej? Do tego warto dodać nazwiska, które zyskały większą sławę dzięki tym filmom jak chociażby Chris Pratt, którego ostatnio mogliśmy oglądać w filmie Jurrasic World. Da się? Da się. A warto tutaj tylko nadmienić, że wspominałem tylko o filmach Marvela a nie wspomniałem, że w innych produkcjach Disneya możemy zobaczyć między innymi Johnny’ego Deppa (seria Piraci z Karaibów) czy George’a Clooneya (Kraina Jutra). Ktoś jeszcze twierdzi, że Disney niszczy mu dzieciństwo? Bo według mnie jak na razie Disney, poza zarabianiem sporej ilości pieniędzy, robi wszystko aby nasze dzieciństwo trwało jeszcze przez jakiś czas.

„Coś się przebudziło, poczułeś to?”

I w końcu chciałoby się powiedzieć dochodzimy do właściwego momentu. Do momentu, w którym napiszę jak bardzo się cieszę, że w grudniu pójdę do kina na kolejną część mojej ukochanej Gwiezdnej Sagi. I przyznam się bez bicia, że mam pewne obawy, że coś może mimo wszystko pójsć nie tak z tym filmem. Boję się, że się zawiodę i że ludzie zaczną wytykać mi to jak bardzo broniłem Disneya, jak bardzo wierzyłem w ten film.. ale wtedy sobie uświadamiam, że to tylko film. Pomimo faktu, że Gwiezdne Wojny w jakiś sposób odcisnęły piętno na moim życiu, sprawiając, że po dziś dzień od 1997 roku, są moją największą pasją to wciąż wiem, że to tylko film. Film, który ma mi dostarczyć masę rozrywki i do tego.. w kosmosie! Już same liczby krążące wokół tego filmu są przerażające: drugi zwiastun Przebudzenia Mocy trafił do Księgi Rekordów Guinessa jako najczęściej oglądany zwiastun w ciągu jednego dnia, a akcje Disneya po premierze wspomnianego teasera wzrosły o blisko 2 miliardy dolarów. Wielkie głowy zwane analitykami przewidują, że Epizod VII ostro powalczy o miejsce na podium w box office z takimi hitami jak Titanic czy Avatar. Mogę wymieniać jeszcze, ale po co? I tak już jestem wystarczająco nakręcony na ten film, a muszę czekać jeszcze pół roku.

Coś się przebudziło. Tak, to on.
Coś się przebudziło. Tak, to on.

„Chewie, jesteśmy w domu”

Niestety, ale nie mam nadprzyrodzonych mocy aby przyspieszyć czas i sprawić, że szybciej nadejdzie dzień premiery. Mogę za to sprawić, że czekanie na Przebudzenie Mocy będzie przyjemniejsze. Dlatego wpadłem na pomysł aby każdego 25. dnia miesiąca oglądać jedną część Gwiezdnych Wojen. Jasne, mógłbym obejrzeć wszystkie części tak aby po zakończeniu Powrotu Jedi w krótkim czasie udać się do kina, ale wolę sobie maraton rozciągnąć w czasie. Pisząc ten tekst jestem już po seansie pierwszej części, czyli Mrocznego widma. I tak, nie będę się bawił w oglądanie według machete order czy tak jak te filmy zostały nakręcone. Wiecie czemu? Bo oglądałem je tyle razy, a przecież wiem kto jest czyim ojcem i co się wydarzy. Dlatego właśnie wybrałem kolejność chronologiczną. Dodatkowo każdy seans nie będzie tylko zwykłym odbębnieniem obowiązku, ale będę traktował go jak nostalgiczną podróż do czasów, gdy oglądałem dany film po raz pierwszy. Z chęcią się także takimi wspomnieniami podzielę z Wami na łamach mojego bloga, a jeszcze chętniej przeczytam na waszych blogach o waszych nostalgicznych seansach Gwiezdnych Wojen w drodze ku Przebudzeniu Mocy.

Też czekacie na TEN film?
Też czekacie na TEN film?

Pomiędzy wpisami o kolejnych częściach Sagi może uda mi się napisać jakieś luźne teksty o Gwiezdnych Wojnach czy o samym Przebudzeniu Mocy. Oczywiście jeśli będziecie chcieli uczestniczyć ze mną w tej nostalgicznej podróży.

A teraz wybaczcie, trzeba napisać co nieco o Mrocznym widmie.