W naszym Nostalgicznym Maratonie dotarliśmy w końcu do tego momentu, który mogę nazwać w końcu szczerze początkiem. Dotarliśmy do miejsca, od którego rozpoczęła się moja największa przygoda. I tak oto na naszym maratonie dotarliśmy do filmu, który zmienił nie tylko światową kinematografię, amerykańską (pop)kulturę ale także niejedno życie.

Space.. the final frontier!
Space.. the final frontier!

Nie chce tutaj używać górnolotnych słów czy jakiś wyszukanych metafor, ale są takie momenty w życiu każdego z nas gdzie wystarczy jedna rzecz i zmienia się całe nasze życie. I tutaj można podać różne przykłady. Zasłyszany utwór muzyczny sprawi, że ktoś zacznie grać na instrumencie, przeczytana książka zmieni czyjeś postrzeganie świata, obejrzany film wpłynie na człowieka w taki sposób, że.. No właśnie, jak? A no właśnie tak, że mały, siedmioletni chłopiec będzie chciał wsiąknąć w świat, który jeszcze 5 minut widział na ekranie swojego starego telewizora. Chce po prostu być częścią tej całej wspaniałej historii, po prostu chce być w tej Odległej Galaktyce.

Legenda mówi, że kiedyś jakiś Szturmowiec trafił do celu..
Legenda mówi, że kiedyś jakiś Szturmowiec trafił do celu..

Nowa nadzieja to pierwszy film z serii, który został nakręcony. To również pierwszy film, który zobaczyłem, jeśli chodzi o Gwiezdne Wojny. Był rok 1997 a do kin z okazji dwudziestolecia premiery Epizodu IV do kin wchodziła cała Oryginalna Trylogia w odnowionej wersji nazwanej Edycją Specjalną. Byłem wtedy jeszcze w przedszkolu, na horyzoncie czekała na mnie wizja pójścia do pierwszej klasy, ale cieszyłem się ostatnimi chwilami błogiego leniuchowania w przedszkolu niż zamartwiałem szkołą. Kto w wieku 7 lat boi się szkoły? Był po prostu zwykły dzień, gdy w telewizji zobaczyłem zwiastun Edycji Specjalnej… To było coś!

Będzie akcja, coś zaraz wybuchnie!
Będzie akcja, coś zaraz wybuchnie!

Statki kosmiczne, kosmos, obce rasy, kosmos.. Dla siedmioletniego dziecka to było coś niesamowitego. Do tego jeśli dodam fakt, że swego czasu będąc małym dzieciakiem miałem prawdziwego bzika na punkcie wszechświata to już sami wiecie jak się czułem. I jakie było wtedy moje zdziwienie, gdy się dowiedziałem, że są TRZY filmy a nie jeden. Pojechałem wtedy z tatą do wypożyczalni kaset video po filmy… wróciliśmy z pustymi rękoma. Kasety były, ale wypożyczone. Trzeba było czekać.. ale ktoś je przetrzymywał i czekałem, czekałem, i czekałem… i się po długim czasie doczekałem.

No, nieźle..
No, nieźle..

To jest niesamowite jak bardzo byłem „napalony” na te filmy. Byłem tak nakręcony na te filmy, że nie przeszkadzało mi to całe czekanie. Z perspektywy czasu tłumaczę sobie, że to czekanie przypominało trochę to, które towarzyszy człowiekowi, gdy czeka na premierę filmu. Swoją drogą przecież obecnie czekam na premierę – historia zatoczyła piękne koło. Niesamowite. O matko, ile razy jeszcze napiszę „niesamowite” w tym tekście to nie wiem, ale już zawczasu wybaczcie mi to.

Wiecie, każde czekanie ma to do siebie, że prędzej czy później się skończy. Pewnego dnia pojechaliśmy do wypożyczalni i okazało się, że jest.. niestety, ale tylko jedna kaseta z pierwszą częścią. Śmiesznie to trochę brzmi nazywając Nową nadzieję „pierwszą częścią”, ale jestem już tak stary, że pamiętam czasy gdy była tylko Oryginalna Trylogia. Kto nigdy nie oglądał filmu z kasety VHS ten chyba nigdy nie pozna tej magii, która temu towarzyszyła.

Kaseta VHS - przeczytajcie moja recenzję -> http://star-wars.pl/Tekst/2156
Kaseta VHS – przeczytajcie moja recenzję -> http://star-wars.pl/Tekst/2156

Dzisiaj człowiek raczej po prostu ściągnąłby sobie film, dościągał napisy i oglądał film na ekranie swojego telewizora. I to zapewne w najlepszej jakości jaka może być. Kaseta VHS jest magiczna. Z każdym kolejnym oglądaniem danego filmu taśma się po prostu coraz bardziej niszczy co sprawia, że jakość danego filmu po prostu się pogarszała. Jednak magnetowid miał taki bajer, że można było, oczywiście w miarę możliwości, podstroić głowicę, dzięki czemu można było pozbyć się jakiś szumów czy niedoskonałości danego filmu. Serio, kto nigdy nie oglądał filmu z VHSa, ten nie zrozumie tej magii jaka w tym drzemie, a raczej drzemała. Coś niesamowitego.

Wizjoner George Lucas, który zmienił oblicze kina
Wizjoner George Lucas, który zmienił oblicze kina

I jak sobie tak sięgam pamięcią to z jednej strony żałuję, że oglądałem ten film po raz pierwszy z kasety video a nie w kinie, mało tego, żadnej części z Oryginalnej Trylogii nie dane mi było zobaczyć w kinie. Z drugiej strony zawsze sobie tłumaczę, że miałem możliwość zobaczyć Nową nadzieję w wersji pierwotnej nie zmienionej, w klasyczny sposób z taśmy. I trudno się mówi, że obraz był słabej jakości, dźwięk poniszczony, nawet kolory potrafiły ze sceny na scenę blaknąć, ale przynajmniej zostało mi cudowne wspomnienie, które nie zamieniłbym na nic innego.

Nowa nadzieja to film, który swoją magią oczarował niejedno pokolenie na całym świecie. Film, który odcisnął swoje piętno praktycznie na każdej dziedzinie naszego codziennego życia, nie wspominając o tym jakim kultem ten film jest okryty w samych Stanach. Gwiezdne Wojny dla Amerykanów są niemal jak religia. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że ten film jest po prostu słaby. Magia wciąż jest, ale coraz gorzej mi się ogląda ten film. Niezależnie jaką wersję oglądam wydaje mi się, że Epizod IV jest najsłabszy z Oryginalnej Trylogii, a z całej serii stoi on u mnie w rankingu na bardzo odległym miejscu. Ale pomimo prawie 20 lat od momentu, gdy zobaczyłem ten film po raz pierwszy wciąż go kocham i wciąż potrafię się dobrze na nim bawić, ale bardziej tutaj oddziałuje nostalgia niż sama przyjemność z oglądania filmu. A może po prostu ten film widziałem już tyle razy, i w tylu wersjach, że mnie nie bawi? Wiem tylko tyle, że w mojej historii Nowa nadzieja to naprawdę bardzo ważny punkt na drodze do tego kim teraz jestem.

To przecież TEN film, który zmienił moje życie, i zapewne nie tylko moje.

Niesamowite.