No moim blogu można znaleźć pierwszą część mini-poradnika jak czytać komiksy z Gwiezdnych Wojen. Spokojnie, kolejne części się piszą i w najbliższym czasie pojawią się tutaj kolejne teksty o legendarnych seriach komiksowych, które rozgrywają się w Odległej Galaktyce.

Jednak tym razem zajmijmy się nowym kanonem a przede wszystkim komiksem, który został wydany przez wydawnictwo Marvel, które po dwudziestu trzech latach powróciło do wydawania zeszytów (i nie tylko) spod znaku Star Wars. Sięgając wstecz, do czasów, gdy wydawnictwo Marvel wydało pierwszy numer serii SW aż do czasów współczesnych można powiedzieć, że zmieniło się wszystko i wszyscy. Dostaliśmy trzy epizody z Nowej Trylogii, w produkcji są kolejne filmy (w tym kolejna trylogia jak i spin-offy) a przede wszystkim nowy kanon, a raczej powinienem napisać jedyny i słuszny kanon. I nie ma tutaj ani odrobiny złośliwości, o nowym kanonie z resztą wypowiadałem się na blogu, co możecie przeczytać w tym miejscu.

Zatem czym jest pierwszy numer nowych komiksowych Gwiezdnych Wojen od Marvela?

Star Wars #1 od Marvela..

..jest po prostu bardzo dobrze napisanych i zilustrowanych komiksem. Zdaję sobie sprawę jak to głupio brzmi, ale taka jest prawda. Jedynka jest niczym innym jak niezwykle przyjemnym i klimatycznym wprowadzeniem do historii. Za scenariusz odpowiada Jason Aaron twórca takich historii jak zbierający niezwykle pochlebne opinie Thor: God of Thunder, który jak sam uważa jest wielkim fanem Gwiezdnych Wojen. Z kolei za oprawę graficzną odpowiada John Cassaday, którego możecie kojarzyć z prac do serii Astonishing X-Men (w Polsce znanej jako X-Men: Obdarowani, wydanej swego czasu w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela).

Han Solo. But you can call me Han.
Han Solo. But you can call me Han.

Krótko mówiąc zarówno pan Aaron jak i Cassaday wydają się być gwarancją jakości, jednak wiadomo, aby nie oceniać książki po okładce, dlatego przyjrzyjmy się samej historii.

Gwiazda Śmierci zniszczona!

Akcja komiksu rozgrywa się zaraz po zniszczeniu Gwiazdy Śmierci, co widać po zachowaniu postaci. Imperium poniosło klęskę i powoli zaczyna sobie zdawać sprawę, że mała grupka Rebeliantów może okazać się poważnym problemem, z kolei z drugiej stroni nasi bohaterowie powoli zaczynają nabierać cech, które znamy z kolejnych filmów Oryginalnej Trylogii. A mamy tutaj praktycznie wszystkich znanych i lubianych – tak, tak, jest i Wielka Trójka.

Chce być Jedi, tak jak mój ojciec.
Chce być Jedi, tak jak mój ojciec.

Han Solo jest tym samym narwanym awanturnikiem, księżniczka Leia to po prostu księżniczka, C-3PO jest wkurzający i fajtłapowaty a Luke.. powoli zaczyna być tym kim powinien być Rycerz Jedi – kimś kto przekłada dobro innych nad swoje dobro. I to wszystko, na prawdę, nie trzeba więcej aby moje fanowskie serce zostało zdobyte. Oczekiwałem komiksu, który dostarczy mi rozrywki na te kilka(naście) minut czytania w klimacie Oryginalnej Trylogii i właśnie to dostałem.

Zazwyczaj kilka numerów nowej serii powinno nam dać ogólny zarys samej historii oraz dać odpowiedź na wiele pytań. I tutaj też tak będzie z jednym małym wyjątkiem. O klimat się nie bójcie, jest od pierwszej strony!

Przyznam szczerze, że do lektury pierwszego numeru podchodziłem ze spokojem bo tak na prawdę nie wiedziałem czego mogę się spodziewać. Zazwyczaj nie czytam jedynek, ale od razu kilka numerów na raz aby mieć jakieś większe pojęcie o serii. Tym razem było jednak inaczej. Po pierwsze nowe-stare wydawnictwo (i to jakie!), znani bohaterowie i przede wszystkim… nowy kanon, po którym nie wiadomo czego można się spodziewać.

Mimo wszystko po lekturze tego komiksu jestem bardzo pozytywnie nastawiony zarówno do tej serii jak i dwóch kolejnych, które ruszają odpowiednio w lutym (Darth Vader) i w marcu (Princess Leia) a pamiętajmy, że za horyzontem już czekają kolejne numery głównej serii.

Wam też w głowie zaczyna grać Marsz Imperialny w tym momencie?
Wam też w głowie zaczyna grać Marsz Imperialny w tym momencie?

Gdybym miał podsumować pierwszy numer Star Wars od Marvela to mówiąc krótko powiedziałbym, że to bardzo dobry komiks. Oczywiście nie jest on pozbawiony wad, ale ma też swoje mocne strony. Na pewno spełnia on swoją rolę w odpowiedni sposób – jest tym co powinno zadowolić fanów Gwiezdnych Wojen a także przyciągnąć nowych czytelników.

Czytając kolejne kwestie w dymkach w głowie grała mi muzyka Williamsa i aż wręcz słyszałem głosy Harrisona Forda, Marka Hamilla czy też Anthony’ego Danielsa – czy zatem może być lepsza rekomendacja?

Klimat, klimat i jeszcze raz klimat!

P.S. Pisałem już, że klimat?

P.S. No i ładne ilustracje..i klimat.

Marcin Góra

View all posts