madmaxstary

Mad Max – oryginalna trylogia z Melem Gibsonem

Ostatnimi czasy na ekranach naszych kin pojawił się Mad Max: Na drodze gniewu, który zachęcił mnie aby odświeżyć sobie filmową trylogię o przygodach Szalonego Maxa. Choć słowo „odświeżyć” wydaje mi się trochę mało adekwatne do sytuacji. Przede wszystkim w tym miejscu muszę się przyznać, że nigdy do tych filmów nie

Atlas

Atlas: Doppelganger

Literacki debiut Dominiki Słowik „Atlas: Doppelganger” to powieść, dzięki której przenosimy się na Śląsk, w czasy transformacji ustrojowej. Jest to debiut niezwykle ciekawy, choć nie pozbawiony wad.

startrektos

Star Trek: The Original Series

Wszyscy znają Gwiezdne Wojny, przynajmniej moim zdaniem. Nie oczekuję, że wszyscy widzieli filmy, ale już sama nazwa obiła się większości ludzi o uszy. Gorzej jest już z odwiecznym „rywalem”, czyli ze Star Trekiem. Dopiero od dwóch filmów J.J. Abramsa, który odświeżył filmowe uniwersum Gwiezdnej Wędrówki, wielu ludzi zdało sobie sprawę,

miasto44

„Miasto 44” to przykład dobrego pomysłu, ale kiepskiego wykonania

Miasto 44 to film..

Miasto 44 to film, w którym..

Zacznę jeszcze raz, kolejny raz, bo coś nie wiem jak zacząć. Czuję, że to będzie ciężkie przeżycie, pisanie tego tekstu.

Piękni, młodzi i bez wyrazu - oto nasi bohaterowie

Piękni, młodzi i bez wyrazu – oto nasi bohaterowie

Przed seansem nowego filmu Jana Komasy wyświetlano krótki filmik informacyjny, z którego dowiedziałem się, że środki na film zbierano przez 8 lat, że kilkanaście godzin spędzono tworząc efekty specjalne, że zwieziono kilkanaście ton gruzu… Takie tam gadanie, aby podnieść wartość filmu jeszcze przed jego obejrzeniem przez widza na sali kinowej. I wiecie co? To chyba była próba ratowania tego „dzieła” w moich oczach jeszcze zanim tak naprawdę go obejrzałem.

Od około dwóch miesięcy oglądam sobie Czas Honoru, polski serial wojenny opowiadający o czasach, w których mniej więcej rozgrywa się akcja Miasta 44 – i muszę przyznać, że tak jak nie lubiłem patrzeć na Wieczorkowskiego czy Zakościelnego na małym ekranie, tak dzięki temu serialowi przekonałem się do nich, bo po prostu historia mnie wciągnęła na tyle mocno, że musiałem się denerwować z ich powodu. Z Miastem 44 jest inaczej.

Doceniam reżysera a także autora scenariusza Jana Komasę, jego warsztat, nawet potrafię zrozumieć jego wizję i chęć zrobienia filmu wojennego z hollywoodzkim rozmachem, ale po seansie wyszedłem z u pewnym uczuciem zażenowania na mojej twarzy. Wszystko przez to, że Komasa chyba w pewnym momencie zbytnio odleciał a historia opowiadana nam podczas seansu zaczęła iść sama sobie w jedną stronę a bohaterowie.. w drugą.

Powstanie Warszawskie pięknie zrealizowane od strony wizualnej, ale aktorzy giną gdzieś czasami na pół filmu.

Powstanie Warszawskie pięknie zrealizowane od strony wizualnej, ale aktorzy giną gdzieś czasami na pół filmu.

Stefana, czyli w zamyśle głównego bohater, tak przynajmniej wnioskuje, że ta dwójka młodych ludzi z plakatów to główni bohaterowie, poznajemy jako młodego chłopaka mieszkającego z matką i młodszym bratem w Warszawie. Chłopak jest miły, uczynny, trochę przestraszony i przede wszystkim przyjmuję bierną postawę jeśli chodzi o Niemców. Nie podoba mu się to co robią, ale też nie jest chętny aby z nimi walczyć. Ale koniec końców Stefan trafia do organizacji i zaczyna walczyć o wolność. W między czasie poznaje też dziewczynę, którą nazywają Biedronka. I tyle jeśli chodzi o bohaterów. Bo oprócz Stefana i właśnie dziewczyny nie dowiadujemy się o reszcie bohaterów nic kompletnie o nich. Pojedyncze sceny z ich życianie wnoszą nic do ich kreacji, mało tego, większość tych scen uważam za kompletnie zbędne. Wystarczyło pokazać po 5 minut z życia Stefana, 5 minut z życia Biedronki i wiedzieć tyle co można przeczytać na głupiej ulotce reklamowej:

Miłość dwojga młodych ludzi zostaje wystawiona na próbę, gdy 1 sierpnia 1944 wybucha Powstanie Warszawskie.

Gdy już w końcu wybucha Powstanie Warszawskie nasi bohaterowie… znikają z ekranu. Reżyser chyba stwierdził, że skoro naoglądaliśmy się pięknych i młodych, z cudownie uczesanymi włosami, białymi zębami i pięknymi uśmiechami rysującymi się na twarzach to trzeba ten obraz zestawić z widokiem zniszczonej Warszawy oraz ludzi, którzy albo już nie żyją i leżą martwi po ulicach, albo już umierają zakrwawieni. A wszystko to po przeplatane scenami, w których ludzkie kończyny lecą w naszą stronę z ekranu by po chwili zobaczyć spalonych ludzi albo całych we krwi. I nie chodzi o to, że realizm tego filmu jest zły, bardzo dobrze, lubię realizm, ale nie wtedy gdy balansuje on pomiędzy poważnym obrazem a zwykłą komedią. No bo jak wytłumaczyć scenę, w której dziewczyna biegnie, spowolnienie czasu jak w Matrixie a po chwili, po wybuchu bomby w pobliskim budynku w jej kierunku lecą ludzkie kończyny a z nieba leje się strumieniami krew. A ona, stoi i się patrzy.

Niech strzelają, bomby wybuchają - my się całujemy dalej

Niech strzelają, bomby wybuchają – my się całujemy dalej

O co chodziło autorowi to ja nie wiem, nie chce chyba nawet wiedzieć.

Takich dziwnych scen jest jeszcze kilka, szczególnie moja „ulubiona”, gdy nasi młodzi bohaterowie oddają się miłosnym uniesieniom, w tle widzimy wybuchy a z głośników leci muzyka podoba do jakiegoś eletro czy dubstepu. W tym momencie odpadłem.

Ale nie jest tak, że film jest kiepski, bo nie jest. Niestety genialny też nie jest, nawet ta cała hollywoodzka otoczka filmu nie pomaga w jego odbiorze. Fajnie było zobaczyć zniszczoną Warszawę, bo naprawdę pod tym względem film wypada genialnie. Widać , że się postarano, zaryzykuje stwierdzenie, że czuć atmosferę powstania. Szkoda tylko, że nie czuć aby w tym filmie byli jacykolwiek bohaterowie. I nie, nie przekona mnie stwierdzenie, że to celowy zabieg, że aktorzy mieli grać tak bardzo zdezorientowanych, bo przecież Powstanie Warszawskie ich zaskoczyło.
Mnie zaskoczyło, że film jest tak słaby a aktorzy.. więcej ekspresji widziałem na plakatach niż w filmie.

komiksysw-tlo2015

Chcesz zacząć czytać komiksy Star Wars? Mogę Ci pomóc! – Część I

Od jakiegoś czasu mamy nowy kanon Gwiezdnych Wojen, ale to wcale nie oznacza, że nie można czytać legendarnych komiksów. Mało tego, niektóre są naprawdę bardzo dobre!

Pomimo faktu, że wszystko co do tej pory zostało wydane spod znaku Gwiezdnych Wojen zostało odsunięte od głównej linii fabularnej, moim zdaniem niektóre historie komiksowe są wciąż warte przeczytania. Fani Marvela czy też DC Comics są przyzwyczajeni do odświeżania czy też restartowania komiksowych historii co jakiś czas. I nikt wtedy nie robi wielkiej wojny, na pewno nie takiej jaką fani SW zgotowali na serwisach społecznościowych wydawcom książek i komiksów z odległej galaktyki. Z resztą, dobry komiks, moim skromnym zdaniem, może być dobry nawet wtedy gdy nie jest częścią głównej linii fabularnej.

Na początek przygody z komiksami Star Wars trzeba wiedzieć, że cały okres w historii odległej galaktyki jest podzielony na kilka mniejszych. Dzięki rozeznaniu się, co wydarzyło się w którym okresie można sobie wtedy zrobić plan czytania danych serii, inne można odrzucić, bo przecież każdy z Was szuka czego innego w komiksach, prawda?

Era Przed powstaniem Republiki

Dawn of the Jedi

To era, w której znajdziemy tak naprawdę tylko jedną serię komiksową liczącą 15 zeszytów, czyli Dawn of the Jedi. Opowiada ona o początkach formowania się Zakonu Jedi (wtedy jeszcze znanego jako Je’daii). Podróże międzyplanetarne nie są popularne, w Galaktyce rządzi Bezkresne Imperium Rakatan a na planecie Tython zaczynają odkrywać czym jest Moc.

Dla kogo? Dla wszystkich, którzy są ciekawi jak powstawał Zakon Jedi.

"Dawn of the Jedi", czyli seria o genezie Zakonu Je'daii

„Dawn of the Jedi”, czyli seria o genezie Zakonu Je’daii

Era Starej Republiki

Tales of the Jedi

Kolejna era dostarcza nam już tym razem o wiele więcej komiksów niż poprzednia, choć wciąż pozostajemy w okresie starożytności, jeśli chodzi o świat Gwiezdnych Wojen. Na pierwszy ogień idzie klasyczna już dziś seria, czyli <strong>Tales of the Jedi, która rozgrywa się około 5000-4000 lat przed wydarzeniami ukazanymi w Nowej nadziei. Seria składa się z kilku pomniejszych, czyli:

  • Złoty Wiek Sith (Golden Age of the Sith) (wydane w Polsce przez Egmont)
  • Upadek Imperium Sith ( The Fall of the Sith Empire)  (wydane w Polsce przez Egmont)
  • Rycerze Starej Republiki (Knights of the Old Republic)
  • Powstanie Freedona Nadda (Freedon Nadd Uprising)
  • Mroczni Lordowie Sithów (Dark Lords of the Sith)
  • Wojna Sithów (Sith War)
  • Odkupienie (Redemption)

Opowieści Jedi to seria, dzięki której poznamy bliżej starożytną historię Rycerzy Jedi, przeczytamy o pierwszych Sithach, o przejściach na Ciemną Stronę, o prawdziwych Mandalorianach, a to wszystko okraszone cudownymi rysunkami w starym, klasycznym stylu.

Dla kogo? Dla fanów klasycznych historii, klasycznych rysunków a także dla tych, którzy chcieliby bliżej poznać ten okres w historii Gwiezdnych Wojen.

"Tales of the Jedi" to klasyczny komiks z niezwykle wciągającą fabułą. Prawdziwa epopeja.

„Tales of the Jedi” to klasyczny komiks z niezwykle wciągającą fabułą. Prawdziwa epopeja.

Knights of the Old Republic

Będąc dalej w tej erze nie można zapominać o serii Knights of the Old Republic (nie mylić z serią z Opowieści Jedi), która powstała, dzięki olbrzymiej popularności gry o tym samym tytule. Akcja komiksu rozgrywa się około 8 lat przez wydarzeniami przedstawionymi w pierwszej odsłonie KotOra i opowiada o losach ucznia Jedi, Zayne’a Carricka, oskarżonego o zabicie padawanów na planecie Taris. Oczywiście, oprócz nowych postaci pojawiają się także te znane bardzo dobrze wszystkim graczom. Cała historia zamyka się w 50 numerach oraz w pięciu dodatkowych, wydanych jako kontynuacja Knights of the Old Republic – War. Dla osób, które nie lubią czytać po angielsku dobra wiadomość: komiksowy KotOR został wydany w naszym kraju pod tytułem Rycerze Starej Republiki oraz Rycerze Starej Republiki – Wojna.

Dla kogo? Dla fanów gier z serii Knights of the Old Republic, dla fanów czasów starożytnych, dla fanów Jedi i przede wszystkim dla fanów spójnych i wciągających historii. Plusem tej serii jest to, że od początku do końca widać, że główny scenarzysta John Jackson Miller wiedział jak chce poprowadzić bohaterów tej serii. No, przynajmniej większość z nich.

"Knights of the Old Republic" to seria równie dobra co gry o tym samym tytule.

„Knights of the Old Republic” to seria równie dobra co gry o tym samym tytule.

The Old Republic

Zostając dalej w temacie około growym należy wspomnieć o komiksowej serii nawiązującej do gry MMO The OldRepublic o tym samym tytule. Piętnaście numerów, trzy story arc’iThreat of Peace, Blood of the Empire oraz The Lost Suns. Ten ostatni, jako The Old Republic: Zaginione Słońca został wydany przez firmę Egmont w naszym kraju w ramach Star Wars Komiks Extra

Komiksowy The Old Republic to ciekawe uzupełnienie gry o tym samym tytule

Komiksowy The Old Republic to ciekawe uzupełnienie gry o tym samym tytule

Dla kogo? Dla fanów gry The Old Republic oraz wszystkiego co z nią związane oraz dla tych, którzy chcą poznać więcej historii związanej z TORem opórcz tej przedstawionej w grze

Knight Errant

Seria Knight Errant miała zająć miejsce komiksowego KotORa na rynku, ale długo na tym rynku nie zagrzała miejsca. Tak jak w przypadku wspomnianych Rycerzy Starej Republiki, tak i tym razem za scenariusz odpowiada John Jackson Miller, który również napisał powieść będąca.. uzupełnieniem historii, tak, to chyba najlepsze określenie. A o czym jest ta seria? O tym jak ta piękna Pani na obrazku poniżej, chce się zemścić na Sithach za to, że, gdy była małym dzieckiem, dokonali rzezi na jej rodzinnej planecie. Oczywiście nie mogło zabraknąć tego w historii, że dziewczynę ktoś przygarnął i postanowił wyszkolić na Jedi. Aha, ta powieść, gdyby ktoś był ciekawy, została wydana w naszym kraju pod tytułem Błędny Rycerz.

Dla kogo? Nie wiem, chyba tylko dla największych miłośników starożytnych czasów w Gwiezdnych Wojnach.

Kerra Holt - idealna bohaterka aby zachęcić dziewczyny do czytania komiksów?

Kerra Holt – idealna bohaterka aby zachęcić dziewczyny do czytania komiksów?

Lost Tribe of the Sith: Spiral

Lost Tribe of the Sith: Spiral to komiksowa kontynuacja historii opowiedzianej w książce Zaginione Plemię Sithów, która początkowo była wydawana w formie e-booków na oficjalnej stronie StarWars.com. Za scenariusz odpowiada.. John Jackson Miller, ale to dobrze, bo jest on również autorem wspomnianej powieści.

Dla kogo? Dla tych osób, które czytały książkę i chcą się dowiedzieć jak wyglądał ciąg dalszy całej historii. Inni, moim zdaniem, mogą być trochę zagubieni

Jedi vs. Sith

Na koniec naszego pierwsze spotkania z komiksami Star Wars pozostał nam ostatni komiks, moim zdaniem najbardziej oryginalny, czyli Jedi vs. Sith. Dlaczego piszę, że jest najbardziej oryginalny? Ano dlatego, że stylistyka tego komiksu wzorowana jest na.. średniowiecze. Mało tego, w komiksie możemy spotkać Dartha Bane’a, który jest również bohaterem niezwykle popularnej książkowej trylogii autorstwa Drew Karpyshyna (swoją drogą to polecam każdemu!). Jednak moim zdaniem ten komiks warto przeczytać nie dla postaci Bane’a, ale właśnie dla tej całej stylistyki, której próbkę widzicie poniżej. Tak, to jest statek.

Fairwind - najpiękniejszy statek w całej galaktyce!

Fairwind – najpiękniejszy statek w całej galaktyce!

Dla kogo? Dla fanów Dartha Bane’a oraz dla tych, którzy nie boją się średniowiecznej stylistyki osadzonej w odległej galaktyce

To już koniec pierwszej części podróży przez komiksy spod znaku Star Wars. Starałem się opisać a także w jakimś sensie zachęcić do czytania historii, które wydarzyły się tysiące lat przed wydarzeniami znanymi nam z filmów. Jeśli kogoś nie zainteresowały wyżej wspomniane tytuły, to bez obaw, to dopiero początek, czeka nas jeszcze wiele komiksowych serii do opisania. Zarówno tych lepszych jak i tych gorszych.

unclemroowa2015

UncleMroowa

W kolejnej odsłonie Mojej Dziwnej Telewizji poznamy jednego z moich ulubionych recenzentów na polskiej tubie. Moim zdaniem jednego z lepszych, ale niestety bardzo niedocenianego. Przedstawiam Wam UncleMroowę!