Sherlocka Holmesa znamy najczęściej z historii, w których to jako genialny detektyw, wraz ze swoim przyjacielem doktorem Johnem Watsonem, rozwiązuje trudne zagadki. Jednak czy ktokolwiek z Was zastanawiał się co się stanie z Mistrzem Dedukcji, gdy przyjdzie jego czas i odejdzie na emeryturę? Co będzie wtedy robił, jakim będzie człowiekiem? Pan Holmes po części odpowiada na te pytania, i dodając przy okazji kilka innych pytań, na które widz będzie musiał sam sobie odpowiedzieć. A całość utrzymana jest w typowym dla opowieści o Sherlocku klimacie.

Film rozpoczyna się w momencie, gdy nasz stary detektyw wraca ze swojej tajnej podróży do Japonii, której celem było zdobycie pewnego specyfiku, które ma mu pomóc w odzyskaniu kontroli nad swoim umysłem. I jest to ironia, że jeden z największych detektywów i umysłów na świecie nie potrafi się przypomnieć imion osób, które widział kilka dni wcześniej czy tego co w ogóle spowodowało, że zaszył się w swoim domku na wsi z daleka od wielkiego miasta. Nie jest to jednak długotrwała utrata pamięci a zazwyczaj chwilowe zaćmienia, co jeszcze bardziej doprowadza naszego bohatera do szału. Jednak czym byłaby opowieść o detektywie, gdy nie zagadka, którą trzeba rozwiązać. I muszę przyznać, że nawet serial z Benedictem Cumberbatchem nie powstydziłby się takiej pokręconej zagadki jaką mamy w tym filmie.

Cała oś fabuły kręci się wokół ostatniej sprawy, którą próbował rozwiązać Holmes. Problem polega na tym, że nie do końca pamięta, czy mu się udało czy też nie. A jeśli poniósł porażkę to dlaczego, czego nie zauważył czy też jakie było prawdziwe rozwiązanie tej sprawy? To wszystko sprawia, że Sherlock na starość postanawia raz jeszcze spróbować swoich sił jako detektyw. Jednak tym razem nie dlatego, że ta sprawa musi zostać rozwiązana, ale dlatego, że nasz bohater czuje, że poznanie prawdy uspokoi go i sprawi, że na starość odnajdzie spokój ducha. A co za tym idzie, sam Sherlock chce ćwiczyć swój umysł aż do ostatnich dni swojego życia, gdyż po prostu wstydzi się tego, że nie potrafi spamiętać najprostszych rzeczy. Imiona najbliższych osób jak jego gosposia czy jej syn zapisuje na mankiecie koszuli.

Sherlock aby rozwiązać swoją ostatnią sprawę postanawia zapisywać wszystko, krok po kroku, co sobie tylko przypomni a dotyczy to tej sprawy. Stara się przy tym wszystko opisywać dokładnie, gdyż nienawidzi fikcji. Z czym też łączy się też ciekawy zabieg, ponieważ w wielu scenach nasz bohater tłumaczy się z tego, że to jak ludzie go spostrzegają wynika tylko i wyłącznie z tego powodu, że Watson parę razy w swoich książkach i opowiadaniach trochę podkoloryzował fakty. Scena z tłumaczeniem dlaczego nasz detektyw nie nosi swojej słynnej i charakterystycznej czapki, mimo, że jest spokojna i stonowana, bardzo mnie rozbawiła. Duża w tym także zasługa Iana McKellena, który to właśnie wciela się w tytułowego bohatera.

Sherlock i jego nowy towarzysz - mały Roger
Sherlock i jego nowy towarzysz – mały Roger

Nie bez powodu dopiero teraz wspomniałem o odtwórcy roli Sherlocka, ponieważ sam podczas seansu nie zwracałem uwagi kim jest aktor na ekranie. Widziałem po prostu starszą wersję detektywa, która była zagrana tak prawdziwie, że praktycznie nie interesowało mnie kim jest ten aktor. Sam aktor zrobił naprawdę kawał dobrej roboty pokazując starszego człowieka obdarzonego denerwującym charakterem, ale pomimo tego wciąż robiącego wszystko z olbrzymią klasą. A sceny, w którym McKellen gra chorowitego Sherlocka wraz z utratą pamięci czy też wtedy gdy wstydzi się tego kim się stał na starość są po prostu świetne. Ale przecież Ian McKellen to klasa sama w sobie.

Nie było by naszego genialnego detektywa, gdyby nie jego pomocnik. Nie jest to jednak doktor Watson czy jego brat Mycroft a młody syn gosposi imieniem Roger. Z początku Sherlock jest nieco sceptycznie nastawiony do chłopca, ale z czasem nawiązują relację, która później popycha do przodu zarówno nasze śledztwo jak i zachowanie naszego bohatera. Ze smutnego i chorowitego człowieka staję się kimś kto powoli zaczyna akceptować to kim jest i że pomimo choroby czy sędziwego wieku można jeszcze coś zrobić dla innych, a tym bardziej dla siebie.

Starość nie radość..
Starość nie radość..

Pan Holmes to obraz, który według mnie jest idealnym tytułem dla osób, które chcą zobaczyć pożegnanie swojego ulubionego bohatera. Nie ma tutaj zbędnego patosu czy też wielkiego dramatu, a sama historia należy raczej do tych spokojnych to jednak po seansie coś w człowieku zostaje. Nie ma chyba lepszego sposobu na „pożegnanie” się z ulubionych bohaterem czy to serii książek czy też filmu jak ukazanie go jako zwykłego człowieka bez żadnych super mocy czy niepotrzebnie gloryfikując go. Zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu film ten będzie raczej gorzkim pożegnaniem, ale mimo wszystko ja po seansie widziałem promyk nadziei a i śledząc rozwiązywanie zagadki z Sherlockiem też dobrze się bawiłem.

Może nie była to jazda bez trzymanki jak w Sherlocku z Cumberbatchem, ale mimo wszystko obserwowanie jak wszystkie poszlaki, które widzieliśmy na ekranie praktycznie od samego początku, pod koniec układają się w jedną całość sprawiło mi naprawdę dużo przyjemności.

A nie ma chyba lepszego sposobu na pożegnanie się z Sherlockiem Holmesem jak ostatnia rozwiązana sprawa.

Marcin Góra

View all posts