Oto moja krótka opinia dotycząca filmu Pięćdziesiąt twarzy Greya.

Na serio.

Wiem, że jest książka, nawet trzy.

I są one podobno bardzo poczytnymi tytułami, zwłaszcza wśród płci pięknej.

Pierwsza część podobno powstawała jako fanowskie opowiadanie wzorowane na innej znanej serii – Zmierzchu.

Wiem, że jest film. Premierę miał w Walentynki.

Oto jego opis:

Studentka literatury poznaje przystojnego miliardera, z którym zaczyna ją łączyć nietypowa więź.

Nie będę czytał książki – choć kobiety w mojej rodzinie czytały. Mam nawet te książki na półkach.

Nie są moje – tylko kobiet w mojej rodzinie.

Filmu też nie obejrzę.

Podobno to takie soft porno.

Ale kasa się zgadza.

Nie polecam 0/10.

To miała być recenzja Pięćdziesięciu twarzy Greya na serio.

Wyszło jak wyszło.

Marcin Góra

View all posts