Nowy rok, nowy ja. Czy raczej powinienem napisać: nowy rok, nowy blog, choć chyba sam w to nie wierzę. Wiele razy zakładałem, że wraz z początkiem kolejnego roku wprowadzę tyle zmian zarówno na blogu jak i w życiu codziennym. Dziś już wiem, że warto sobie wyznaczać cele, jednak trzeba mieć tę świadomość, że nie wszystko co sobie założymy dopniemy do końca. Początek nowego roku to jednak przede wszystkim czas podsumowań i takowe dla Was przygotowałem. Jednak na wasze szczęście, nie będę pisał o tym co osiągnąłem w życiu a czego nie, jakie mam plany na kolejny rok bo sprawy prywatne wolę zostawić dla siebie. Dla was przygotowałem małe podsumowanie tego co działo się w popkulturalnym świecie w ubiegłym roku, a o czym warto wspomnieć.

Wydarzenie roku

Bez wątpienia rok 2015 był rokiem popkultury. Wystarczy zobaczyć na tytuły filmów, jakie mieliśmy okazję oglądać na ekranach kin jak chociażby Mad Max: Na drodze gniewu, Jurassic World czy kolejna część Gwiezdnych Wojen. Rok pełen nostalgii to bez wątpienia. Jednak, choć to może niektórym wydawać się dziwne, wydarzeniem roku dla mnie nie była premiera Przebudzenia Mocy a wizyta Marty’ego McFly’a z Powrotu do przyszłości II w naszych czasach. A dokładniej 21. października 2015 roku. Zabawne było to jak wyglądała wizja autorów filmu przyszłości i jak tak naprawdę niewiele z tego się sprawdziło. Poza tym akcja marketingowa, przyjamniej w Stanach, była naprawdę ciekawa. Do sklepów trafiła edycja specjalna Pepsi (w Polsce sprzedają do dziś napój z etykietą z lat 80-tych) czy specjalne wydanie jednej z amerykańskich gazet, z okładką stylizowaną na tą, którą Marty przegląda w dniu swoich odwiedzin.

To uczucie, gdy Marty McFly trafia do czasów, w których żyjesz..
To uczucie, gdy Marty McFly trafia do czasów, w których żyjesz..

Film roku

Nie byłbym jednak sobą, gdybym w podsumowaniu nie uwzględnił Gwiezdnych Wojen, a bez wątpienia w ubiegłym roku Moc była z nimi silna. Do kin po 10 latach od premiery poprzedniego filmu trafił nowy Epizod, który po dziś dzień bije wszelkie rekordy popularności przy okazji zarabiając jakieś chore kwoty w naprawdę krótkim czasie. Mimo tego, z umiarkowanym optymizmem uważam, że najnowsza część Star Wars pobije rekord światowy Avatara. Pierwsza trójka już napewno jest (a przynajmniej się do niej zbliża, w czasie gdy piszę te słowa), ale wątpię, że film wskoczy na pierwsze miejsce w rankingu wszechczasów, ale obym się pozytywnie zaskoczył.

Dla ciekawskich odsyłam Was do mojego tekstu o Epizodzie VII >>>

Wziuuuuum, lecą X-wingi!
Wziuuuuum, lecą X-wingi!

Serial roku

Od razu napiszę Wam, że to nie Daredevil ani Jessica Jones jak wielu z Was mogłoby się spodziewać. Co nie zmienia faktu, że to naprawdę bardzo dobre seriale, które zaskakująco dobrze mi się oglądało. No może oprócz połowy odcinków Jessiki. Z drugiej strony naprawdę mało nowości oglądałem. Raczej trzymałem się tego co już znam oglądając kolejne odcinki Teorii wielkiego podrywu, Flasha czy Arrow chyba tylko z przyzwyczajenia. Do tego obejrzałem w końcu tak bardzo przez wszystkich zachwalany Firefly wraz z filmem Serenity i jakoś nie chwyciło u mnie. Nie zrozumcie mnie źle, szanuje ten serial, ale nie poczułem tego „czegoś”. Z innych klasyków to warto jeszcze wspomnieć, że wciąż brnę przez kolejne serię Star Treka i myślę, że do końca roku będą już bliżej końca niż dalej.

No hej, Piękna
No hej, Piękna

Wybór serialu roku rozstrzygnął się praktycznie na ostatniej prostej pomiędzy takimi tytułami jak Galavant oraz Narcos. Pierwszy z nich to krótki 8-odcinkowy serialowy musical utrzymany w konwencji humoru znanego z komedii Mela Brooksa. Drugi to kolejne złote dziecko Netflixa tym razem opowiadające historię baranów narkotykowych z Pablo Eskobarem na czele. I to właśnie Narcos wygrywa. Jeśli oglądaliście Breaking Bad i wam się podobało sprawdźcie ten serial, jeśli nie to sprawdźcie tym bardziej. Dla mnie rewelacja.

Książka roku

Niestety ale w roku ubiegłym przeczytałem mało książek, bardziej skupiłem się na czytaniu komiksów. Mimo tego wśród książek, które czytałem znalazły się dwie, które z chęcią polecę innym. Pierwsza z nich to Marsjanin, którą przeczytałem w związku z tym, że do kin miała trafić filmowa adaptacja, a ja lubię sobie najpierw przeczytać książkę a dopiero później obejrzeć film. I o ile film może się wydawać dla wielu z was czymś naprawdę dobrym to po prostu przyznam, że książka jest świetna. Niech nie zniechęcą was te wszystkie naukowe określenia, formułki i wszystko czego nie będziecie rozumieć – ja też wielu tych naukowych pierdółek nie rozumiałem a bawiłem się świetnie podczas lektury. Trochę mniej euforii przeżyłem podczas seansu samego seansu, ale hej, książka zawsze jest lepsza od filmu.

Ja i Przemek Kossakowski - marzenie spełnione ;)
Ja i Przemek Kossakowski – marzenie spełnione ;)

Drugą książką, którą warto się zainteresować to książka Przemka Kossakowskiego Szósty Zmysł. Samego autora możecie kojarzyć w programów telewizyjnych takich jak właśnie tytułowy „Szósty zmysł” czy „Inicjacja”. W pierwszym z nich Przemek jeździ po różnych uzdrowicielach i znachorach i „wypróbowuje” ich umiejętności na samym sobie. O tym jest właśnie ta książka – to taki zapis tego co widzimy w poszczególnych odcinkach programu z odrobiną osobistych przemyśleń a także same kulisy kręcenia owego programu. Żal mi było kończyć tę książkę, ale ja jestem fanem jego programów, więc może to dlatego.

Komiks roku

Chciałbym tutaj opisać jakiś tytuł, ale gdy przeanalizowałem to co przeczytałem to wyszło na to, że większość komiksów przeczytanych w ubiegłym roku to tytuły, które zostały wydane kiedyś tam, a ja je po prostu nadrabiałem. Wielkie nadzieję pokładałem w marvelowskim evencie „Secret Wars”, który miał zatrząsnąć komiksowym uniwersum Marvela. Aby lepiej się orientować w fabule, jako przygotowanie, przeczytałem takie serie jak AvengersNew Avengers  a także inny event komiksowy Infinity. I powiem, że to było pewnie ze sto, jak nie więcej, zeszytów i choć momentami gubiłem się w tej historii to na sam koniec czułem się usatysfakcjonowany historią, którą otrzymałem. Co innego mogę powiedzieć o samym Secret Wars, które gdy już robiło się ciekawe.. to seria została przerwana. W międzyczasie wyszły pierwsze zeszyty nowych serii już z nowego uniwersum Marvela, przez co sam event bardzo wiele stracił w moich oczach. Wiedziałem, że będą nowe serie, ale czytając na bieżąco chciałem czuć te wszystkie wydarzenia, a tak.. jestem tylko w połowie usatysfakcjonowany. Cóż, za jakiś czas przeczytam to jeszcze raz, tym razem wszystkie 9 zeszytów za jednym zamachem.

Dzięki, Marvel - warto było czytać te sto zeszytów
Dzięki, Marvel – warto było czytać te sto zeszytów

Bo wiecie, czytam sobie takiego Silver Surfera Dana Slotta, w między czasie wychodzi Secret Wars #7 po jakimś czasie. We wspomnianym komiksie o Surferze jest wydarzenie i wyjaśnienie przy gwiazdce „Dowiesz się więcej z Secret Wars #9”. No ja pieprze, dzięki Marvel!

Jeśli chodzi zaś o pozostałe tytuły komiksowe, które czytałem to Saga od Image Comics wciąż trzyma poziom, który mnie zadowala, Batman od Snydera i Capullo czyta się przyjemnie (szczególnie tom Endgame jest genialny). No i przeczytałem wszystkie komiksy o He-Manie, które wydano. Pomijam fakt, że większość z nich jest reklamą figurek, no ale..

W sumie to Wam powiem jak wczesne komiksy o He-Manie wyglądają:

  • Hej, zrobimy nową figurkę przeciwnika dla He-Mana!
  • Ok, zrobimy komiks
  • A raczej 10-stronicową książeczkę
  • 8 stron rysunków i 5 linijek tekstu łącznie
  • 2 strony reklam z informacją, że można już kupić figurkę nowego przeciwnika He-Mana
  • To nie jest przecież reklama

I tym optymistycznym akcentem zakończę moje małe podsumowanie ubiegłego roku. Było dobrze. W końcu już zapomniałem o takich filmach jak Piksele czy Fantastyczna Czwórka :)