Pomarańczowy festiwal

Wróciłem. Z nowym motywem, który myślę, że zagośći tutaj na dłużej. Próbowałem wielu różnych motywów, nawet już byłem przekonany do Lightworda, ale coś mi się potem posypało i tak.. trafiłem na ten. Czeka go jeszcze kilka przeróbek, lekki lifting, ale myślę, że znalazłem w końcu coś co mnie satysfakcjonuje. Ale nie to jest tutaj najważniejsze..

..najważniejsze jest to, że Linkin Park zagra w Polsce! Jaram się jak helikopter w ogniu. A wszystko to z okazji kolejnej edycji Orange Warsaw Festival, który odbędzie się w dniach 9-10 czerwca na stadionie Legii Pepsi Arena w Warszawie. Pierwszego dnia grają właśnie Linkini jako główna gwiazda, drugiego zaś Prodigy. Oba zespoły kocham, ale jednak LP to mój zespół życia. Nie przesadzam.


Pierwszy raz LP usłyszałem będąc u cioci, gdy w telewizji leciał akurat teledysk do utworu „Crawling„. Boże, coś mnie tknęło tak, że zostało do dziś. Nie wiem co to było. Muzyka, teledysk z tymi całymi ścianami lodu, piękna dziewczyna czy coś jeszcze.. To są momenty z tych, gdy muzyka sama wchodzi w Ciebie i zostaje. Nie ważne jakby człowiek się opierał i walczył to ona zostaje w nim, mimo wszystko. Dla wielu może się to okazać dziwne, bo przecież Linkin Park skończył się już dawno, że są „lepsze” zespoły czy to artyści. Pewnie, że są, ale gust mam najlepszy. Bo swój. Z resztą, każdy z nas ma swój WŁASNY zespół/artystę, z którym jest w jakiś sposób zżyty.

Zaskakujące jest fakt, że LP zawsze potrafiło z płytą trafić w moje obecne preferencje muzyczne. Może nie w 100%, ale napewno w większym stopniu. Dwa pierwsze albumy „Hybrid Theory” i „Meteora” (czyt. „HT ver. 2.0) to takie młodzieżowe granie dla zbuntowanych nastolatków. Nie mówię tutaj, że jest to mało ambitne, ale porównując z nastepnymi albumami, dwa pierwsze są dla „młodszego odbiorcy”. Co nie zmienia faktu, że znajdują się tam w moim odczuciu takie perełki jak: One Step Closer, Crawling, In The End (choć tym gardzę trochę, bo kojarzy mi się z głupimi nastkami, które kochają Czesterka <3 ), Somewhere I Belong, Numb. Potem przyszło czekać na kolejny album studyjny cztery lata. Niby wydali tam album mash-upowy z Jayem-Z, Mike wydał album hip-hopowy pod szyldem „Fort Minor„, ale jednak LP to LP.

W końcu w 2007 roku światło dzienne ujrzął album „Minutes To Midnight„, który podzielił fanów. Odejście od „swojego dawnego stylu” było czymś co sprawiło, że wielu fanów odwróciło się w pewien sposób od zespołu. Gdzie to darcie mordy Chestera, gdzie rapy Mike’a, gdzie to wszystko co było znakiem rozpoznawczym LP? Zespół odszedł od swojego „stylu” na rzecz rozwoju. Pokazali tym albumem, że nie chcą być tylko postrzegani przez pryzmat swoich dwóch pierwszych albumów, że chcą udowodnić, że potrafią grać coś więcej. To na tym albumie po raz pierwszy możemy usłyszeć solówki gitarowe, co wcześniej było praktycznie czymś niepojętym. Ale Brad udowodnił, że potrafi grać na wiośle, Rob, że umie dobrze walić w gary. Tym albumem udowodnili także to, że są zespołem „społecznym”, co można szczególnie zauważyć, gdy wczytamy się w teksty z MTM. Aha, no i teledyk do „What I’ve Done” to majstersztyk, szczególnie ten montaż tych wszystich scen ze świata połączonych ze scenami, w których gra zespół (scena z Mike’m i Chesterem najlepsza! <3). Taka ciekawostka: w tym teledysku jest nawet mały polski akcent, ale nie powiem jaki, znajdźcie sami.

Po MTM przyszła pora na kolejny album, album który podzieli jeszcze bardziej fanów, którzy zostali przy zespole po wydaniu „Minutes To Midnight„. O mój Boże, może nie uwierzycie, ale nie dość, że LP odeszło od swojego stylu, to jeszcze nagrali album koncepcyjny. Nie będę się rozpisywał o nim, bo już to zrobiłem w tym miejscu. Dodam tylko tyle od siebie, że kocham ten album na tyle, że potrafię go przesłuchać kilka razy, dzień w dzień. Cóż, nie wiem jak oni to robią. Gdy byłem młody, głupi i nawet szalony to jarałem się strasznie Hybrydą i Meteorą, potem gdy wolałem bardziej instrumentalne granie wydali MTM, gdy zacząłem się kręcić koło elektroniki oni wydali „Tysiąc Słońc„. Kolejny, piaty już album studyjny ma być bardziej gitarowy od ATS, ale z mocną i „mroczną” elektroniką. Nie napalam się zbytnio na ten album, ale na sam koncert już tak. Bilet już mam, teraz trzeba zrobić wszystko aby na niego pojechać. Bo, że będzie genialnie to już wiem. Bo czy może być inaczej, jeśli spełnia się jedno z największych marzeń człowieka, jak nie największe?

Jestem szczęśliwy i nie mogę się już doczekać 9. czerwca i koncertu na Pepsi Arenie…