Iskra Rebelii to pilot nowego serialu spod znaku Gwiezdnych Wojen, który jest zarazem pierwszym osadzonym w jedynym i słusznym kanonie. I pomimo faktu, że jest to produkcja głównie skierowana do najmłodszych, ja bawiłem się podczas seansu wyśmienicie.

Już pierwsza scena, czyli przelot niszczyciela imperialnego nad powierzchnią planety Lothal ma w sobie więcej klimatu gwiezdnowojennego niż znienawidzone przez sporą część fanów Wojny klonów. I nie chodzi mi tutaj o symbol, jakim bez wątpienia jest okręt imperialnej floty, ale o całokształt tej sceny, który przypomina mi moment z Nowej nadziei, kiedy to, po raz pierwszy, zobaczyłem na ekranie scenę pościgu Imperium za Tantive IV, w początkowych minutach Epizodu IV.

Oto nasza cała ekipa Rebeliantów
Oto nasza cała ekipa Rebeliantów

Jednak żeby nie było tylko tak pięknie i kolorowo to muszę trochę ponarzekać na wizualną oprawę Rebeliantów, która po prostu jest słaba. Wojny klonów jakie były takie były, nawet jeśli „drewniana” broda Obi-Wana drażniła widzów przez kilka sezonów tak już w pierwszym odcinku widać, że pomimo kilku lat doświadczenia, twórcy Rebels, którzy w większości tworzyli również TCW nie odnajdują się w stylistyce, pewnie narzuconej odgórnie przez włodarzy Disneya. I nie ma w tym nic złego, jeśli się ma kilka lat i świat Gwiezdnych Wojen już sam w sobie oszałamia, ale gdy już siedzi się w tym kilka czy kilkanaście lat to ma się wrażenie, że pilot serialu został zrobiony na kolanie.

Niektóre tła wyglądają niczym ręcznie malowane, zobaczcie na te chmury!
Niektóre tła wyglądają niczym ręcznie malowane, zobaczcie na te chmury!

Widząc projekty budynków, pojazdów można odnieść wrażenie, że Ralph McQuarrie gdzieś tam jest obecny, że sam czuwał nad tworzeniem serialu, ale pomimo tego faktu, wygląd postaci psuje ogólne wrażenie. Jeszcze stylistykę głównych bohaterów mogę zrozumieć i ich modele, jakby przymknąć oko na pewne niedociągnięcia, nawet wpisują się jako tako w disneyowską stylistykę (gdyby tylko powiększyć im oczy to wypisz wymaluj Disney!), to już modele Wookiech wołają o pomstę do nieba. Niestety, ale krewniacy Chewbaccy wyglądają jak mokre psy, szkoda, bo w TCW ich wygląd był naprawdę świetny. Zresztą oceńcie sami:

Z lewej Wookiee z The Clone Wars, z prawej Wookiee z Rebelsów.. Ech.
Z lewej Wookiee z The Clone Wars, z prawej Wookiee z Rebelsów.. Ech.

Co do bohaterów to muszę przyznać, że tworzą fajną grupę, choć nie każdy przypadł mi do gustu tak samo. Mamy tutaj ukrywającego się rycerza Jedi Kanana Jarrusa, który w przeszłości był uczniem mistrzyni Depy Billaby i muszę przyznać, że jest ciekawą postacią. Kolejnym członkiem naszej ekipy jest Ezra Bridger, główny bohater, sierota obdarzony umiejętnościami posługiwaniem się Mocą, co wydaje się być wabikiem na młodszych widzów, którzy muszą mieć jakiegoś bohatera, z którym mogliby się utożsamiać. Niestety, po seansie pilotowego odcinka nie jest przekonany do tej postaci, może potrzebuję czasu a może po prostu Ezry nie polubię, zobaczymy. Jest także Hera Syndulla, twi’lekańska pilotka Ghosta (w polskiej wersji Duch), która nie rusza się praktycznie ze swojego statku razem z astrodroidem Chopperem, który jest takim Artoo tego serialu. Mamy także Sabine Wren, mandaloriańską dziewczynę, specjalistkę od wybuchów i od.. propagandowego graffiti, muszę przyznać, że widzę w tej postaci potencjał i czekam aż twórcy pokaża nam więcej jej historii. Na koniec zostawiłem sobie Zeba, czyli takiego typowego osiłka w grupie, którego wygląd wzorowany jest na koncepcie Chewbaccy autorstwa McQuarriego, warto to wiedzieć przed seansem, ponieważ autorzy oprócz olbrzymiej dawki humoru danej tej postaci, a także w samym serialu, nie boją się zażartować właśnie z tego faktu. Jeśli zaś chodzi o przeciwny biegun to mamy szturmowców, którzy nie imperialną wersją robotów bojowych z TCW i nie zobaczymy tutaj żartów na poziomie „Rozkaz, rozkaz„. Fakt, armia imperialna jest nieporadna, ale w taki sposób w jaki zaprezentowano ich w filmach. Trochę gorzej wypada agent Kallus czy Inkwizytor, którego jedynie zaprezentowali w kilku sekundach, ale coś czuję, że ta postać namiesza w tym serialu, obym się nie mylił!

Żarty ze Szturmowcami.. śmieszą!
Żarty ze Szturmowcami.. śmieszą!

Trudno jest mi jednoznacznie ocenić Iksrę Rebelii. Z jednej strony mamy ciekawą grupę nowych bohaterów, fajną i interesującą fabułę, choć gdzieniegdzie pełną dziur, to jednak od strony audiowizualnej produkcja ta trochę kuleje. O ile motywy muzyczne Johna Williamsa odpowiednio przerobione przez Kevina Kinera dodają tej produkcji klimatu, to wizualnie Rebelianci kuleją, choć pewnie prędzej czy później przyzwyczaje się do takiej stylistyki. Najważniejsze jednak dla mnie jest fakt, że czuć ten klimat znany z Oryginalnej Tyrylogii i dałem się porwać przygodzie, a przecież o to w tym wszystkim chodzi. Nawet polski dubbing mnie nie zniechęcił, mało tego, stoion na naprawdę dobrym poziomie. Aż nie mogę się doczekać kolejnych odcinków z przygodami Rebeliantów.