Strażnicy Galaktyki

"Something Good, Something Bad... A Bit of Both" - czyli, to wszystko co można powiedzieć o nowym filmie od Marvela.

2
657

Trudno jest mi napisać cokolwiek o Strażnikach, gdyż ani nie miałem z nimi większej styczności w formie komiksowej oraz ciężko mi się przyznać do tego, że interesowały mnie zwiastuny. Fakt, były one ciekawe, śmieszne i pełne różnych, dziwnych, i przede wszystkim nowych postaci, ale czułem się tak jakoś dziwnie. To uczucie głównie to taka niepewność. Kim jest ta „banda złamasów” i dlaczego Marvel robi o nich film? Przy Thorze, Iron-Manie czy Kapitanie Ameryce tak nie miałem, bo znałem tych bohaterów, albo chociaż kojarzyłem, już wcześniej. Ale kim do diabła są Strażnicy Galaktyki?

Najnowszym filmem Marvela zacząłem się się coraz bardziej interesować, gdy Ichabod zaczął wrzucać, zarówno na swoim blogu jak i kanale, materiały dotyczące Guardiansów. Zainteresowanych odsyłam do tego miejsca. Dodatkowo bardzo dobre opinie krytyków a także fakt, że ludzie porównują ten film do Gwiezdnych Wojen (!), sprawił, że nie mogłem się już doczekać seansu.

Strażnicy Galaktyki to.. banda złamasów

I nie ma tutaj ani trochę przesady w tym stwierdzeniu. Tak jak w Avengers mieliśmy bohaterów, którzy byli (lub też nie) obdarowani supermocami i nosili miano superbohaterów tak Strażnicy Galaktyki.. to banda złamasów, jak nazywani są w filmie.

Na samym początku poznajemy Petera Quilla (Chris Pratt), który jako dziecko został porwany z Ziemi a później wyrósł na typowego awanturnika i cwaniaczka, (wręcz wypisz wymaluj Han Solo lub Indiana Jones, hehe) który kradnie pewną kulę zwaną Globem. Nie wiedząc czemu szuka jej także główny zły tego filmu, ale o tym później. Jakby tego było Peter, a raczej Star-Lord (bo tak woli być nazywany nasz bohater), nie chce oddać cennego artefaktu Yondu, który mu zlecił tę robotę. Będąc poszukiwanym spotyka dwójkę.. powiedzmy, że łowców nagród, którzy próbują go złapać i zdobyć nagrodę.

Nasza banda złamasów w całej okazałości ;)
Nasza banda złamasów w całej okazałości ;)

Warto dodać, że owa dwójka jest niezwykle barwa, ponieważ mamy do czynienia z genetycznie zmodyfikowanym szopem praczem Rocketem (Bradley Cooper), który jest specem od broni i wszelkiego innego arsenału, a także jego towarzysza, czyli… humanoidalne drzewo zwane Groot (rola życia Vina Diesela). Jakby jeszcze było mało nawiązań do Gwiezdnych Wojen, nasze chodzące drzewko potrafi wypowiedzieć tylko jedną kwestię I Am Groot (Jam Jest Groot) i jest niczym Chewbacca w tym filmie. Super. W Oryginalnej Trylogii mieliśmy wielki chodzący dywan, tutaj mamy wielkie, chodzące drzewo.

Nie można zapomnieć także o Gamorrze (Zoe Saldana), podobno jednej z lepszych, jak nie najlepsza zabójczyni we wszechświecie oraz o Draxie Niszczycielu (Dave Bautista), który chce się zemścić za śmierć swojej rodziny. Pomimo faktu, że każdy bohater różni się od pozostałych to razem tworzą naprawdę bardzo dobrze zgraną ekipę, która od pierwszej aż do ostatniej minuty potrafi sobie zaskarbić naszą sympatię. Czuć od nich, że są „rodziną”, i choć każdy z nich ma swój własny cel, to razem potrafią walczyć o jeden, wspólny cel, który spaja ich jako drużynę jeszcze mocniej.

Awesome Mix Vol. 1 jest naprawdę „osom”

O czymś, o czym na pewno warto wspomnieć jeśli chodzi o Strażników Galaktyki to muzyka, która jest kolejnym bohaterem w naszej przygodzie. I na serio, nie przesadzam z tym stwierdzeniem. Cała ścieżka dźwiękowa brzmi tak jakby ktoś tam w zespole odpowiedzialnym za ten film siedział dniami i nocami i próbował idealnie wpasować utwory w film. No i muszę przyznać, że tak jest. Awesome Mix Vol. 1, czyli kaseta magnetofonowa (!), którą Peter dostał od swojej matki, to składanka utworów z lat 80-tych, która sprawiają, że Strażnicy stają się czymś więcej niż tylko kolejnym filmem od Marvela z fajnymi efektami specjalnymi. Ta składanka sprawia, że film żyje i to dosłownie. Nie wiem czy kiedykolwiek miałem tak, że podczas oglądania filmu nie wiedziałem, czy to co słyszę jest ścieżką dźwiękową czy to po prostu kolejny utwór, który leci z walkmana Star-Lorda. Mało tego, podczas seansu na niektórych kawałkach noga sama podskakiwała, i nie, nie mówię tutaj o Hooked On A Feeling, o nie.

Avesome Mix Vol. 1 to kawał bardzo dobrej muzyki.
Awesome Mix Vol. 1 to kawał bardzo dobrej muzyki.

Z resztą przekonajcie się sami jak brzmi owa składanka, bo naprawdę warto (klik!). Serio, ktokolwiek był odpowiedzialny za muzykę w tym filmie powinien dostać nagrodę, a najlepiej niech już przygotowuje kolejne utwory.

Panie Gunn, dziękuje za ten film

Niestety to co twórcom się nie udało w tym filmie to przedstawienie czarnych charakterów. Nie mówię, że Ronan (Lee Pace) jest zły, ale nie jest też jakiś cudowny. Ot, kolejny Malekith z drugiej części Thora.. Szkoda, bo nowe filmy Marvela właśnie cierpią przez to, że nie ma w nich jakiś wyrazistych czarnych charakterów. Nawet Kolekcjoner (Benicio Del Toro), Thanos (Josh Brolin) czy Nebula (Karen Gillan) to nie są Ci źli, którzy mogą nam się spodobać, albo mogą u nas wywołać odrazę czy też olbrzymią niechęć, oj kiepsko Marvelu po raz kolejny, bardzo.

I mógłbym się przyczepić jeszcze kilku innych rzeczy takich jak chociażby historia pełna dziur fabularnych czy też nieścisłości, ale ten film dostarczył mi tak wiele przyjemności i zabawy podczas seansu, że po prostu na nie nie zwracałem uwagi. James Gunn jako reżyser i autor scenariusza odwalił kawał naprawdę dobrej roboty. Stworzył on film, który sprawił, że na dwie godziny cofnąłem się do czasów dzieciństwa, kiedy to mój magnetowid grzał się niemiłosiernie każdego dnia z kasety VHS z Gwiezdnymi Wojnami mieszkały w nim praktycznie non stop.

Zapamiętajcie tego oto Pana, bo James Gunn jeszcze namiesza.
Zapamiętajcie tego oto Pana, bo James Gunn jeszcze namiesza.

Chris Pratt jako Star-Lord to postać, która będzie zapewne ulubieńcem wielu młodych chłopaków tak jak kiedyś Han Solo, Luke Skywalker czy też Indiana Jones. Rocket (genialny w tej roli Bradley Cooper, naprawdę!) jeszcze nie jeden raz dostarczy nam powód do śmiechu, znów przeżyjemy epicką przygodę ze Strażnikami Galaktyki w odległej galaktyce. I po raz kolejny uśmiechniemy się widząc nieporadność Groota.. Można wymieniać jeszcze wiele rzeczy, wiele dobrych rzeczy związanych z tym filmem.

Jak tu ich nie kochać?
Jak tu ich nie kochać?

Bo Strażnicy Galaktyki to bardzo dobry film. To bardzo dobra space opera, klasyczna aż do bólu, momentami głupia, momentami wzruszająca, momentami po prostu śmieszna, ale co najważniejsze, dostarczająca olbrzymiej dawki przyjemności. I wiecie co? Ja lubię takie filmy. I lubię Gwiezdne Wojny i co tu dużo mówić – to są nowe Gwiezdne Wojny!

Wiecie czego nie mogę doczekać? Dnia, w którym po raz pierwszy obejrzę wraz ze swoim synem Strażników i przeżyjemy cudowną przygodę. Razem.

Panie Gunn, dziękuje. Fajnie znów być przez chwilę dzieckiem.

2 KOMENTARZE

  1. Nie widziałam JESZCZE Strażników, ale to nie znaczy, że ich nie obejrzę. Już przekonałam Daniela do tego filmu, jak i paru innych, więc sądzę, iż niebawem obejrzymy wspólnie „Strażników Galaktyki”, a wtedy wyrobię sobie opinię na temat tego filmu.

  2. Hmm, z opinią jak najbardziej się zgadzam :D. Ale nie odniosłem wrażenia, jakoby było mnóstwo dziur w fabule, nieźle to podsumował w sumie właśnie Ichabod na swoim blogu.

Comments are closed.