Superczłowiek ze stali

Nigdy nie lubiłem Supermana. Nigdy nie lubił też Batmana. W ogóle chyba nie lubiłem całego DC Comics, zawsze wolałem bohaterów z uniwersum Marvela. Ale przyszedł taki pan jak Christopher Nolan i wszystko zepsuł swoimi filmami o Człowieku Nietoperzu. Bo jeśli porównamy filmy z bohaterami Marvela a tymi z bohaterami DC to jednak te drugie wydają się bardziej mroczne, dojrzalsze. I wiem, że tutaj narażę się fanom filmowego Marvela, ale w moim osobistym odczuciu tak właśnie jest. Może i po raz drugi się komuś narażam, ale gdyby nie Nolan to pewnie dalej nie obchodziłby mnie Batman omijając nawet filmy Tima Burtona, którego tak bardzo lubię za swój niezwykle specyficzny styl. To właśnie Christopher Nolan swoją trylogią sprawił, że Nietoperz zaczął mnie interesować. Także przy tym filmie swoje trzy grosze dodał wcześniej wspomniany pan, tylko czy mu się i tym razem udało?

Za napisanie kilku słów o tym filmie zabierałem się od dawna, ale zawsze coś mi przeszkadzało. Czas upływał nieubłaganie a mój entuzjazm dotyczący nowego Supermana przemijał z każdym dniem. Dopiero premiera filmu na DVD/BD zmotywowała mnie aby w końcu dokończyć ten wpis. Bo o czym tutaj tak na prawdę napisać?

Człowiek ze Stali rozpoczyna się niezwykle epickimi scenami na planecie Krypton, gdzie wybucha rebelia zapoczątkowana przez Generała Zoda. Powodem jest fakt, że spłodzono tam dziecko naturalnymi metodami a nie jak dotąd sztucznie przy pomocy starożytnego artefaktu zwanego Codex, w którym przechowywano dane genetyczne nienarodzonych dzieci, a co za tym idzie każde dziecko na Kryptonie rodziło w jakimś określonym celu, jak np. Generał Zod, który urodził się by być żołnierzem. Nie wiem tak naprawdę gdzie autorzy tego pomysłu popełnili błąd, ale jak piszę to zdanie to sobie wyobrażam tysiące małych dzieci, które się dublują w Kostce Horadrimów (jak ktoś nie wie o co chodzi, to smutno mi, bo nie grał w Diablo 2, ale wrzucę linka tutaj, niech odkupi swoje winy link ). Oczywiście cudowne dziecko przetrwało, gdyż jego rodzice zapakowali je do kapsuły i wysłali w przestrzeń kosmiczną.. Zgadnijcie gdzie trafiło? Tak, na naszą planetę.

A na Ziemi Clark Kent (czy jak kto woli Kal-El) odkąd dowiedział się skąd pochodzi próbuje za wszelką cenę dowiedzieć się czegoś więcej o swoim pochodzeniu jak i o samym sobie. Nasz główny bohater, w którego wciela się Henry Cavill, jest świadomy, że posiada olbrzymią moc jednak od najmłodszych lat jego przybrany ojciec (Kevin Costner) wpaja mu, że nie może jej używać przeciwko innym, mało tego najlepiej gdyby nie używał jej w ogóle, i choć wydaje się to głupim wytłumaczeniem jeśli chodzi o „cudowne” moce naszego tytułowego Człowieka ze Stali to scena z tornado jest świetnym przykładem jak można być bezsilnym nawet gdy posiada się „moc”. Swoją drogą, chyba jedna z lepszych scen w całym filmie. Dla mnie na pewno najlepsza.

Bardzo, ale to bardzo STRASZNY Generał Zod
Bardzo, ale to bardzo STRASZNY Generał Zod

Nie wiem też czemu twórcy tego filmu postanowili stworzyć film tak bardzo niespójny jeśli chodzi o przebieg akcji bo raz dostajemy scenę, która rozgrywa się „wspólczesnie” a raz cofamy się do młodzieńczych lat Clarka. Lubię retrospektywy, przebłyski czy jakieś flashbacki, ale nie aż tak bardzo żeby film wydawął mi się jak sklejanie na przemian scen. Raz coś co było, raz coś co jest teraz, raz stara, raz nowa. A wszystko utrzymane w klimacie nowych Batmanów Nolana. Przynajmniej chyba taki był zamysł, ale.. no właśnie BYŁ. Ja rozumiem, że w każdym restarcie serii i pierwszym filmie trzeba gdzieś wsadzić set-up postaci, ale czemu w taki sposób, że dostajemy co chwile te flashbacki, ja nie wiem, ja nie rozumie.

O ile nowe Batmany mi się bardzo podobały i zaliczam je do moich ulubionych filmów i wiem, że pisząc te słowa mogę narazić się wielu osobom, szczególnie tym którzy ubóstwiają Batmany Tima Burtona czy serial animowany o Człowieku-Nietoperzu, ale cóż zrobić, że pan Nolan stworzył trylogię, która sprawiła, że w końcu zacząłem lubić tego bohatera za którym jakoś nigdy szczególnie nie przepadałem. I wytężam swój mózg do czerwoności szukając odpowiedzi dlaczego film o Supermanie nie może choć w połowie trzymać poziomu filmów o Nietoperzu, skoro Nolan maczał w tym palce. Jedynym sensownym wytłumaczeniem jest chyba to, że ktoś za bardzo chciał aby te filmy klimatem przypominały właśnie filmy Nolana, pewnie też chcieli równie dobrze zarobić, ale moim zdaniem tym właśnie filmem położyli chyba całą serię o Clarku Kencie. Nie pomoże pewnie też obecność Batmana w sequelu, choć gdzieś tam w środku wierzę, że jednak może być inaczej.

Bo co tak naprawdę mam napisać w tym miejscu? To, że filmy na podstawie komiksów Marvela, niezależnie czy tworzone przez studio Marvela czy też inne są dalej lepsze od tych na podstawie historii wydawanych przez DC Comics? Chciałbym aby było inaczej, bo Batmany Nolana w moim odczuciu pokazały, że jednak z filmowym uniwersum Avengers czy X-Menów można konkurować to dlaczego zrobili film, który ten cały wysiłek zaprzepaścił? Bo pomińmy już efekty specjalne, które stoją na dobrym poziomie, chociaż Oryginalne Gwiezdne Wojny w swoich pierwotnych wersjach czy też Jazon i Argonauci z 1963 roku (z genialną sceną animacji walki ze szkieletami) mimo upływu tylu lat wciąż robią wrażenie to jednak Człowiek ze Stali nie ma nam nic do zaoferowania.

Nawet aktorzy, poza drobnymi wyjątkami nic nie pokazali. Amy Adams jako Lois Lane jest po prostu brzydka i wręcz irytująca przez cały seans, Michael Shannon jako Generał Zod jest tak bezbarwny w swojej kreacji, że trudno go nazwać tym złym, serio już SAM GŁOS Christophera Lee jest bardziej mroczny i straszny niż postać grana przez Shannona. Laurence Fishburne czy Russell Crowe grający ojca Kal-Ela, czyli Jor-Ela jedyne co można o nich powiedzieć pozytywnego to to, że mają sławne twarze i nic więcej. Jedynie Kevin CostnerHenry Cavill trzymają poziom, bo o ile pierwszy wygrywa chyba cały film sceną z tornada (tak, dla mnie to najlepszy moment filmu, scena z tornado, najlepsza scena w filmie o superbohaterze, ech..) to ten drugi gra Supermana, po prostu i nic więcej, jednak chyba mimo wszystko da się go lubić jako aktora, jednak z drugiej strony nie powiemy o nim, że TO ON jest właśnie Supermanem tak jak Robert Downey Jr. Jest Iron-Manem.

Rola życia Henry'ego Cavilla
Rola życia Henry’ego Cavilla

Człowiek ze Stali to film, który początkowo spodobał mi się bardzo, ale z czasem cały entuzjazm, który miałem opadł, a po jakimś czasie po prostu zgasł. Całkowicie zrozumiem jeśli osoba po seansie tego filmu zacznie się nim zachwycać bo sam tak miałem, jednak nie zdziwi mnie też to, że następnego dnia człowiek po prostu zapomni o tym filmie. Jednak cały czas wierzę, że kontynuacja Człowieka ze Stali, w której pojawi się Batman, w którego wcieli się Ben Affleck, będzie filmem po którym stwierdzę, że jego poprzednik to tylko mała wpadka przy pracy i wciąż są szanse na równą walkę pomiędzy filmowymi uniwersum Marvela a DC Comics.

Jak na razie jedyne co mogę powiedzieć o tym filmie to.. a nic już nie powiem. Każda litera w tym wpisie mnie boli, chyba nie bez powodu jest to chyba najdłużej pisany tekst na tym blogu przeze mnie..

Recent articles

Film „Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi” bardzo mi się podobał (tutaj wyjaśniam dlaczego)

Dwa lata temu „Przebudzenie Mocy” dosłownie „obudziło” wielu fanów z letargu na całym świecie. Powrót Gwiezdnych Wojen do kin to zawsze wielkie wydarzenie. Nawet...

Co się wydarzyło 20 lipca? #MakeChesterProud #FuckDepression

Coś bardzo ważnego wydarzyło się 20 lipca. Coś co sprawiło, że byłem bardzo blisko przekreślenia prawie dwudziestu lat swojego życia. Aby wyjść na prostą musiałem na nowo nauczyć się słuchać. Słuchać ulubionego zespołu.

Łotr 1 wylądował w kinach (i w moim sercu)

Łotr 1 jest bez wątpienia filmem, z którym wiele osób wiązało wielkie nadzieje. O ile Epizod VII spotkał się z mieszanym odbiorem, to i...

KoRn i ich nowy album wynagradza fanom ich (muzyczne) cierpienia

Praktycznie większość zapowiedzi nowego albumu zespołu KoRn The Serenity of Suffering wskazywały na wielki powrót tej grupy. Nie będę tutaj już wspominał o tym,...

Moja przygoda z Gwiezdnymi Wojnami #StarWarsDay 2016

Dzisiaj z okazji Star Wars Day mam dla Was film, w którym opowiadam o swojej największej przygodzie życia :) Zapraszam do oglądania!

Pan Holmes, czyli film o tym co Sherlock robi na emeryturze

Sherlocka Holmesa znamy najczęściej z historii, w których to jako genialny detektyw, wraz ze swoim przyjacielem doktorem Johnem Watsonem, rozwiązuje trudne zagadki. Jednak czy...

5 comments

  1. Po obejrzeniu Supermana nic sobie o tym filmie nie napisałam i teraz widzę, że to błąd. Jedyne co pamiętam, to uczucie satysfakcji z dobrze wydanych pieniędzy. Po lekturze powyższego czuję, że muszę go obejrzeć jeszcze raz, bo brakuje mi argumentów (rzadki przypadek).

  2. Nie znam ani jednej osoby, której by się ten film podobał. W moim (i nie tylko moim) odczuciu ten film jest płaski, nijaki i nudny, nic się w nim nie dzieje i nie ma w nim emocji. Rozumiem, dlaczego może Ci się podobać scena z tornadem, bo tam dla odmiany jakieś emocje są; problem w tym, że ta scena niepomiernie ssie. Na całej linii. Najlepszy z tego filmu był jego zwiastun. I tyle.

  3. Także tego… Film nie podoba ci się bo ci się nie podoba? :D Dziwna recenzja muszę przyznać :P Tak czy inaczej mi się nie podobał z jednej prostej przyczyny – Nawet ja jako osoba która postaci Supermana nie znosi widziałem, że ten film gwałci wszystko co sobą ten bohater reprezentował. Najlepiej o tym świadczyła z resztą bitwa na koniec filmu w której Supcio rozpieprzył całe Metropolis. Swoją drogą ciekawe gdzie będzie się toczyła akcja „Batman vs Superman” bo na pewno nie tam :P

    A i jeszcze co do retrospekcji to ja się cieszyłem z nich jak dziecko w kinie. Dlaczego? Bo bałem się, że będę oglądał godzinę dzieciństwa Kenta na której zasnę. A tak zgrabnie origin poupychali między akcją.

Leave a reply

Please enter your comment!
Please enter your name here