All Hail Megatron!

Kilka słów o tym jak cudownym filmem jest trzecia część Transformers!

10
539

Wczoraj (to jest 4 lipca) byłem w kinie na najnowszej odsłonie Transformersów. Tak się składa, że mam niezwykle odpowiedzialną pracę, która pozwala mi we ramach doskonalenia pracowniczego chodzić często i gęsto na wszelakie filmy. Od początku roku byłem praktycznie na wszystkim co tylko leciało u nas, może raptem opuściłem 5-6 filmów, ale były to głównie bajki, które i tak później sobie obejrzałem w domowym zaciszu. Jednak wróćmy do filmów z Transformersami w roli głównej. Nigdy nie był jakimś wielkim fanem Autobotów i Deceptikonów, obejrzałem może raptem kilka odcinków serialu animowanego a same filmy obejrzałem ze sporym opóźnieniem. Nie kręciły mnie roboty, które zmieniają się w samochody, chyba tylko dlatego, że nie jestem jakimś wielkim fanem motoryzacji.

Szczerze to mi te wszystkie samochody zwisają i powiewają, nie kręci mnie to i kropka. Jedynym wyjątkiem był serial Beast Wars, czyli słynne Kosmiczne wojny, które leciały u nas na Polsacie. Fakt, była to historia o Transformersach, ale one nie zmieniały się w samochody czy samoloty a… w zwierzęta (!) Swoją drogą był to chyba pierwszy serial trójwymiarowy, który widziałem. Ok, w Spider-Manie były jakieś tam wstawki robione komputerowe, ale nie umywały się do tego do widzieliśmy w tym serialu. Dzisiaj może i grafika jest powiedzmy sobie szczerze do czterech liter, ale w dzieciństwie to było coś i czasem sobie człowiek obejrzy, choćby ze względu na sentyment.

Wielki (i potężny) Optimus Prime!
Wielki (i potężny) Optimus Prime!

Wróćmy jednak na właściwe tory i zajmijmy się filmem Transformers: Dark of the Moon. Księżyc. To właśnie on stanowi chyba największą zagadkę w tym filmie. Już od czasu pierwszych trailerów czułem, że historia może być ciekawa. Oglądając pierwszy raz trailer (notabene w pracy na wielkim ekranie) zaintrygował mnie. Grupka astronautów zagubiona na księżycu. Ile razy to słyszałem… Ale, co do tego mają Transformersy? Totalny mindfuck, że tak się wyrażę. Z każdym kolejnym trailerem mój apetyt rósł, jednak wiedziałem, że montażyści tych filmików robią wszystko co w ich mocy aby wywołać w nas podniecenie na widok 2-3 minut filmu. No i do tego nieszczęsne trzy de, które w większości przypadków psuje przyjemność z oglądania filmu niż potęguje wszelkie doznania. Ale powiedziałem sobie, że idę na film. Na trzecią część serii filmowej o Autobotach i Deceptikonach, która jest w 3D i… chce zobaczyć dobry film. Nic więcej, fascynacja miała przyjść po skończonym seansie (albo i nie).

Jak już wcześniej wspomniałem nigdy nie byłem wielkim fanem tej serii, jedyne co mnie do filmów przyciągało to chęć zabicia nudy obejrzeniem jakiegoś filmu oraz muzyka, szczególnie jeśli Linkin Park coś tam w niej maczał. Dlatego nie wiem, czy film się mocno kłóci z komiksami, serialem animowanym czy czymkolwiek. Nie obchodzi mnie to, choć teraz wiem, że powinno bo film wgniata w fotel. W pierwszej części mieliśmy wprowadzenie do historii, fajną walkę i muzykę. O dwójce warto szybko zapomnieć. Poziom żartów marny, historia pokręcona, finałowa walka jak bicie o łopatkę maluchów w piaskownicy, jedyne co fajne to efekty.

W trójce jest historia, napięcie, muzyka, efekty, humor i co najważniejsze jest i 3D! Widać po tym filmie, że producenci przyłożyli się do efektu trzech wymiarów, ja jako widz wręcz tonąłem w tym filmie. Jak dotąd podchodziłem sceptycznie do trzyde, jedynie może z dwa, trzy filmy zrobiły na mnie wrażenie: Sanctum, Piekielna ZemstaTron: Dziedzictwo. Resztę mogłem spokojnie zobaczyć w wersji płaskiej i nie widziałbym pewnie żadnej różnicy. Dark of the Moon pokazuje, że jednak da zrobić film w 3D i to jakim. Nie chce także za dużo zdradzać z fabuły, ale powiem tylko tyle, że jeśli trailery początkowe wkręciły was z motyw z lądowaniem na księżycu a późniejsze nakręciły was na to, że będzie się działo to powiem szczerze, że nikt nie będzie zawiedziony. No i jak już wspominałem humor jest znośny i nawet śmieszny.

Boże, jaki smutny człowiek..
Boże, jaki smutny człowiek..

Jeśli chodzi o część aktorską to muszę przyznać, że Shia LaBeouf daje radę jako Sam Witwicky a partnerująca mu Rosie Huntington-Whiteley, grająca Carly, to po prostu piękność, która powinna moim zdaniem grać od pierwszej części bo jakoś Megan Fox mnie nie przekonuje, może i jakoś wygląda, ale i tak Rosie jest od niej o niebo lepsza. Nie zapominajmy także o aktorach, którzy grają w tym filmie ale głosem. Jako Optimus Prime pojawił się niezawodny Peter Cullen, jako Megatron Hugo Weaving a Sentinel Prime przemawia głosem Spocka, czyli Leonarda Nimoya. Swoją drogą jest na początku ciekawy smaczek ze Spockiem właśnie. Kto wie, że Nimoy podkłada głos w tym filmie powinien go wyłapać.

Ostatnią rzeczą, o której napiszę to muzyka. Po raz kolejny mój ulubiony zespół Linkin Park stworzył utwór do filmu. Stworzył to jednak za duże słowo, raczej użyczył jednego ze swoich najnowszych utworów pochodzących z płyty A Thousand Suns (ATS), czyli Iridescent. Nagrali także do niego teledysk, w którym nawet piosenkę lekko zremiksowali. W filmie słyszymy tą wersję natomiast tutaj dla porównania macie teledysk. ATS to płyta, która jest swego rodzaju koncept album, który opowiada o ludzkich lękach przed zagrożeniem nuklearnym, więc można powiedzieć, że się wpasowali w tematykę filmu, no może nie ma zagrożenia nuklearnego (choć pojawia się Czernobyl) to jednak zagrożenie jest i to olbrzymie.

Lepsza niż Megan Fox, prawda?
Lepsza niż Megan Fox, prawda?

Na koniec wypadałoby trochę podsumować swoje wrażenia po obejrzanym filmie. Specjalnie odczekałem ten jeden dzień aby nie pisać w fali euforii. Kij, że początek filmu przypomina mi bitwę o Coruscant, co z tego, że Michael Bay wmontował do swojego filmu przerobioną scenę z Wyspy, co z tego, że nie ma Megan Fox.. To wszystko jest nieważne bo dostaliśmy kawał bardzo dobrego filmu. Mamy dobrą historię, klimatyczną muzykę (Steve Jablonsky, Linkin Park i Paramore, choć tylko podczas napisów końcowych), fajny montaż (scena z początkiem inwazji jest chyba moją ulubioną), piękną kobietę oraz przede wszystkim cudowne efekty zarówno te trójwymiarowe stworzone przez ILM jak i te 3D. Optimus Prime czy Megatron na dużym, kinowym ekranie wyglądają przepięknie. Sam Megatron z tym swoim kapturem wygląda niezwykle klimatycznie, z resztą zobaczycie w filmie. Ja na koniec mogę powiedzieć, że cieszę się, że w końcu filmy z serii o Transformersach w końcu do mnie przemówiły a trzecia część jest wg mnie najlepszą częścią z filmowego cyklu.

Transformers: Dark of the Moon bardzo dobry film. Jeden z lepszych jakie widziałem w tym roku (nie napiszę najlepszy bo jeszcze druga połowa roku przede mną), na wakacje wręcz idealny. Kto zatem ma czas, ochotę i oczywiście pieniądze na bilet niech się wybierze na ten film bo warto. Ja na niego na pewno pójdę jeszcze raz, cóż takie uroki mojej pracy. Wy też idźcie.