Ostatnio usłyszałem od paru osób ciekawe spostrzeżenie, że skoro zarówno akcja Star Trek jak i Star Wars dzieje się w kosmosie to przecież nie powinny się niczym od siebie różnić. Biorąc do serca sobie taki tok myślenia można wytłumaczyć wszystkie zależności rządzące naszym światem: masz pieniążka to nie jesteś bogaty, masz nogi to możesz chodzić, masz oczy to widzisz. Nikt się nie zatanowi, że masz pieniądze, ale masz ich za mało, masz nogi, ale jeździsz na wózku, masz oczy ale nie widzisz od urodzenia. Takie anomalie też się zdażają, więc nie można szufladkować wszystkiego w tak prosty sposób, ale od czego jestem ja, pomogę, a przynajmniej spróbuje wyjaśnić czym jest SW a czym ST.

startrekStar Trek to w wolnym tłumaczeniu Gwiezdna Wędrówka (z tym, że samo słowo „trek” oznacza raczej dłuższą wędrówkę niż doi sklepu po mąke i jajka). Ta wędrówka to pięcioletnia misja, która ma na celu dotrzeć tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek. Tak przynajmniej było w pierwszym serialu telewizyjnym, który nazywał się… Star Trek (później przemianowano go na Star Trek: The Original Series, aby odróżnić go od pozostałych seriali z serii. Mało tego, sam serial w latach, gdy był po raz pierwszy emitowany w telewizji okazał się klapą. Dopiero „powtórki” sprawiły, że Gwiezdna wędróka odniosła sukces. Najprościej to można powiedzieć tak, że Star Trek jest o nas, o zwykłych ludziach, tylko, że mamy XXIII wiek, technologia rozwinięta tak, że można latać w kosmos a dzięki napędowi warp można szybko ten kosmos przemierzać. Mówiąc jeszcze prościej ST to jakby historia człowieka, ale taka, któa dopiero będzie. Wszystko tu jest tak bardzo realne jak tylko może, a nie może być dosłownie realne w 100% bo ludzie nie latają w kosmos i nie wiemy, czy ktoś oprócz nas jeszcze jest tam na górze. Sama idea ST jest prosta: badać, eksplorować, poznawać nowe, ale.. ale nie robić nikomu krzywdy i nie być agresywnym.

Wspomniałem, że serial ST dorobił się później przydomka „The Original Series„, a to dlatego, że powstały jeszcze inne seriale w tym świecie i jakoś je trzeba było od siebie odróżnić. Tak więc mamy: The Original Series, The Animated Series, The Next Generations, Deep Space Nine, Voyager, Enterprise. Najbardziej znane „zwykłemu człowiekowi” to The Original Series i The Next Generations (Następne pokolenie). Najprościej mówiąc Star Trek to gwiezdna wędrówka, której celem jest poznawanie nowych światów w kosmosie a nie ich niszczenie. Taka pielgrzymka po drodze mlecznej, a nie, przesadziłem. Tak więc mamy 6 seriali ST (w tym 1 animowany, niekanoniczny w ogóle) oraz 11 filmów (10. pierwszych było wg klasycznej chronologii, 11. to już alternatywna rzeczywistość i historia a 12. będzie miał dopiero swoją premierą).

starwarsStar Wars, czyli Gwiezdne Wojny. I tutaj odpowiedź jest już łatwiejsza, bo jeśli już wiemy, że ST to wędrówka po kosmosie o zabarwieniu filozoficznym to SW to takie wojny w kosmosie. Dokładniej to space opera, czyli mówiąc jeszcze prościej to taka baśń w kosmosie. Biorąc pod uwagę pierwszy film z serii to mamy tak wszystko baśniowe: młody chłopiec wyruszający w podróż, która odmieni całe jego życie (wyguglajcie sobie conieco o „micie Cambella”), mamy dobrego czarodzieja, złego też mamy, mamy księżniczkę, mamy szczęśliwe zakończenie, mamy też morał, że jak w coś wierzysz to się uda (Use the Force, Luke!, naciągane, ale co tam).

Wojen w Gwiezdnych Wojnach mamy bez liku, jeśli biorąc oficjalną chronologię to mamy kilka(naście) tysięcy historii, gdzie co chwile jakaś wojna jest. Pokój też tam jakiś jest ale to raczej na zasadzie zimnej wojny, ale czemu się dziwić, nie dostaniemy historii o kucykach, jeśli mamy w tytule słowo „wojna”.

Takie małe podsumowanie na koniec wypadałoby zrobić, więc oto ono:

Star Trek – ludzie po II WŚ są szczęśliwi, nauczyli opanowywać wszelkie choroby, są pokojowo nastawieni, mają rozwiniętą technologię. Rozwinęli się tak, że polecieli w kosmos, na wędrówkę. Lecą sobie statkiem Enterprise i zwiedzają, poznają i eksplorują nowe światy, czaaasem powalczą, ale to jest nieuniknione jak się „przez przypadek” wtargnie na terytorium wroga. Dwa ostatnie filmy z serii w reżyserii J.J. Abramsa to taki totalny reset, zero filozofii znanej ze starego ST, ale więcej akcji i wybuchów. ST tylko z nazwy, ale kino fajne, przynajmniej ten z 2009 roku, bo 12. film dopiero w maju, ale zwiastuny są cudowne.

Star Wars – to taka baśń w kosmosie, gdzie dobrzy walczą ze złymi, a w tle mamy miłość (heh, serio, ale zasnąłem ostatnio na drugiej części jak oglądałem z kobietą, takie romantyczne), humor (żarty Jar-Jar Binksa vs C-3PO&R2-D2), intryga (bo ukradli coś tam, coś tam budują za plecami innych). Jednak najogólniej mówiąc SW to taka baśń w kosmosie, gdzie można spotkać pierwiastki z innych gatunków. 6 filmów kinowych, 7. w produkcji. No, i ciekawostka, jak powiedzieć, że ST czy SW jest lepsze, skoro J.J. Abrams jest reżyserem i tu i tu?

Dobra, koniec. Prościej nie umiałem, ale mam nadzieję, że ktoś ogarnie co i jak.