Whiplash to znaczy krew, pot i muzyka

Miles Teller o dziwo jest dobrym aktorem a w Whiplash pokazuje, że ma talent większy niż mogłem się po nim spodziewać.

0
243

Andrew (Miles Teller) jest młodym i utalentowanym perkusistą, uczniem konserwatorium muzycznego na Manhattanie. Chłopak od dawna marzy o wielkiej karierze i aby zrealizować swoje plany postanawia dołączyć za wszelką cenę do szkoły orkiestry jazzowej prowadzonej przez bezwzględnego i okrutnego nauczyciela Terence’a Fletchera (J.K. Simmons), który nie przebiera w środkach. Często uczcione podczas jego zajęć są ofiarami, na których wyładowuje swoje frustracje. A sam Andrew, będąc pod kierunkiem Fletchera zaczyna coraz bardziej zatracać się w swojej obsesji dążenia do doskonałości, nie zważając na to, czy na cenę i poświęcenie jakie musi ponieść aby dotrzeć do swojego celu.

Nie było w tym filmie nic dziwnego gdyby nie fakt, że gra w nim Miles Teller aktor, który w swojej filmografii może pochwalić się rolami w takich filmach jak.. nieletni/pełnoletni czy Projekt X. Dlatego nie muszę chyba mówić, że tytuły do ambitnych raczej nie należą, aż do momentu, gdy czytam opinie o tym filmie i widzę, że ten aktor zagrał genialnie. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym od razu uwierzył w to co przeczytam w internecie. Mało tego, na palcach jednej ręki mogę policzyć filmy czy też seriale, które podobały mi się czytając o nich wcześniej pozytywne recenzje. Ale uważajcie, Whiplash hipnotyzuje! To ten rodzaj filmu, który nie pozwoli Ci usiedzieć w spokoju w fotelu. I nie, nie ma tutaj jakiejś cudownej akcji znanej chociażby z filmów Marvela, ale jest ten magnetyzm, który wciąga widza w sam środek historii.

Krew, pot, łzy i dobra muzyka - tego w tym filmie nie zabraknie!
Krew, pot, łzy i dobra muzyka – tego w tym filmie nie zabraknie!

Andrew poznajemy w momencie, gdy jako młody chłopak ma jeden cel – zostać sławnym muzykiem. Aby to osiągnąć oprócz codziennych wielogodzinnych treningów, stara się dostać na zajęcia do Fletchera. Sam nauczyciel to typ osoby, który potrafi idealnie manipulować swoimi uczniami czy też potencjalnymi kandydatami do swojej orkiestry. Ma on tylko jeden cel – znaleźć prawdziwy diament, który będzie przekraczał wszelkie granice. Będzie ponad wszystkimi. Andrew jako ambitny chłopak niezwykle łatwo wpada w jego sieć, przy okazji tracąc powoli swoje człowieczeństwo.

To co wbija widza w fotel od samego początku to przede wszystkim nasza dwójka głównych bohaterów – mistrz i uczeń. Pierwszy bez względu na wszystko chce odnaleźć muzyka idealnego, muzyka, który przekroczy wszelkie granice i pociągnie za sobą tłumy swoją charyzmą, swoim talentem. Nie zważa przy tym na to czy ktoś z jego uczniów zagra jakąś nutę źle czy nieczysto, dla niego wszystko musi być idealne, przecież każdego można zastąpić. Nasz drugi bohater poświęca nie tylko swój wolny czas ćwicząc całymi dniami i nocami kolejne numery na swojej perkusji, ale poświęca także swoje życie osobiste w tym relacje z bliskimi a przede wszystkim swoje zdrowie. Niejednokrotnie zobaczymy na ekranie jak Andrew przekracza swoje granice, zobaczymy pot, łzy, zobaczymy także krew. Jednak chłopak nic sobie z tego nie robi, jest w stanie poświęcić swoje życie aby tylko spełnić swoje marzenia.

Jaka to melodia?
Jaka to melodia?

To co mnie urzekło w tym filmie oprócz relacji pomiędzy głównymi bohaterami to muzyka, która jest nie tylko tłem całego spektaklu, ale jest także aktorem. To dzięki niej potrafimy się wczuć w rolę Andrew czy też Fletchera, to ona prowadzi nas przez kolejne minuty sprawiając, że zanurzamy się bezpowrotnie w tym filmie. I nie przesadzam mówić tutaj, że to jeden z niewielu filmów muzycznych, w których muzyka gra i stoi na równi z „żywymi” aktorami.

Ciężko jest jednoznacznie ocenić Whiplash, z jednej strony mamy tutaj mimo wszystko kolejną historię z cyklu „american dream”, choć nie jest to ckliwa historyjka do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni w amerykańskich produkcjach. Z drugiej mamy film, który dzięki cudownej oprawie dźwiękowej oraz bardzo dobrej grze aktorskiej dwójki głównych bohaterów wciąga nas w historię tak bardzo, że przeżywamy razem wszystko to co widzimy na ekranie.

Whiplash to film pełny pasji, krwi, potu i łez. To film z genialnymi rolami Milesa Tellera oraz J.K. Simmonsa ale przede wszystkim to film, który oprócz tego, że jest na prawdę bardzo dobrym tytułem, to film, który pokazuje, że pomimo swojego dotychczasowego dorobku Miles Teller jest zdolnym aktorem, który potrafi stworzyć kreacje, którą zapamiętamy jeszcze na długo po seansie.

No to, gramy Whiplash*?

*Tytuł filmu to nic innego jak utwór muzyczny, jeden z wielu, który przygotowuje orkiestra Fletchera.