Wielkie oczy

Najnowszy film Tima Burtona ma adekwatny tytuł do tego co zrobicie po seansie. Będzie mieć wielkie oczy z niedowierzania jak słaby jest to film..

0
102

Tim Burton należy do jednych z moich ulubionych reżyserów. Filmy takie jak Edward Nożycoręki czy Sok z żuka należą do tych tytułów, które w pewien sposób ukształtowały mój gust filmowy. I choć nie są to pozycje, do których wracam regularnie to na pewno mają bardzo ważne miejsce w moim życiu zarówno tym prywatnym jak i tym bardziej popkulturalnym. Nie odkryję Ameryki, jeśli stwierdzę, że Tim Burton ostatnimi czasy niestety, ale strasznie obniżył poziom a oglądanie po raz kolejny Johny’ego Deppa i Heleny Bohnan Carter w tej samej roli kilka(naście) razy stało się po prostu nużące. Z całą sympatią do wspomnianej dwójki aktorów, ale zmiana makijażu czy też ubioru nie sprawia, że oni zaczynają grać całkiem nową postać. Niestety, stali się oni więźniami swoich własnych ról w burtonowskiej twórczości.

Co innego jeśli chodzi o animacje, te akurat zawsze i od zawsze u Burtona stoją równym, wysokim poziomie. Nawet Frankenweenie stworzone dla Disneya miało w sobie o wiele więcej magii niż takie filmy jak Mroczne cienie czy Alicja w Krainie Czarów. Dlatego bardzo ucieszyłem się, gdy dowiedziałem się, że jeden z moich ulubionych reżyserów przygotowuje nowy film, w którym nie uświadczę dwójki stałych bywalców filmów pana Burtona, czyli Deppa i Bohnan Carter. Niestety na tym chyba powinny zakończyć się moje zachwyty.
bigeyes1 Wielkie oczy to film oparty na prawdziwej historii malarki Margaret Keane, w którą wciela się Amy Adams. Kobieta nie ma łatwego życia. Poznajemy ją w momencie, gdy ucieka od swojego męża wraz z córką nie mając ani grosza przy sobie. Jedyną rzeczą, którą posiada to swój talent do malowania postaci.. z wielkimi oczami. Jak sama artystka twierdzi, to właśnie w oczach można wyczytać najwięcej o człowieku. Młoda Margaret na swojej drodze w poszukiwaniu lepszego i przede wszystkim spokojniejszego życia spotyka Waltera Keane’a (w tej roli Christoph Waltz), z którym wkrótce łączy ją uczucie.

Nie jest to jednak zwykłe uczucie tylko relacja, która w pewien sposób odbiera Margaret wszystko to co ma najlepsze do ofiarowania całemu światu, w tym to co najcenniejsze, czyli swój własny talent. Walter nie sprawia wrażenia człowieka, który interesuje się swoją żoną, jego interesuje tylko osobisty sukces. Nawet jeśli musi po drodze poświęcić inne osoby aby osiągnąć swój cel. I tutaj pojawia się największy zarzut jeśli chodzi o ten film, czyli aktorzy. Zarówno Amy Adams i Christoph Waltz to moim zdaniem pierwsza liga wśród aktorów, jednak oglądając ich na ekranie można mieć wrażenie, że coś ich krępuje. I chyba tym wszystkim co sprawia, że nasi bohaterowie wyglądają jak związani jest scenariusz, który choć wydaje się ciekawy to jednak jest strasznie słaby. To jest tak, że historia nawet i najlepsza nie będzie dla widza ciekawa, gdy postacie będą płaskie i bez wyrazu. Tak właśnie jest z Margaret i Walterem, a także z pozostałymi bohaterami, których już nawet nie pamiętam. Coś tu chyba nie gra, prawda?

bigeyes2

Pod względem wizualnym również można czuć się trochę zagubionym. Wierni fani Tima Burtona nie będą mogli odnaleźć się w „nowej” stylistyce, która znacząco odbiega od tego co dane było nam do tej pory oglądać w jego poprzednich tytułach. I zgodzę się z tym, że jest to jakaś różnorodność ta cała nowa stylistyka, brak Deppa i Bonan Carter, ale.. coś się stało nieciekawego z całą historią.

W tym filmie, pomimo mojej olbrzymiej sympatii do osoby Tima Burtona, nie ma kompletnie nic co mogłoby spowodować, że chciałbym do tego filmu wrócić. Nawet krótko po seansie nie widziałem tak naprawdę czym jest tak naprawdę ten tytuł w filmografii Burtona. Czy to krok w przód, czy to krok do tyłu czy po prostu kolejny film, który jak Mroczne cienie tylko potwierdza spadek formy u jednego z moich ulubionych reżyserów. Coś tu nie gra Panie Burton i nawet brak Johnny’ego Deppa i Heleny Bohnan Carter nie pomógł.

Weź się za animację lepiej, Panie Burton.