Nie jestem osobą, którą można śmiało nazwać fanem Wojowniczych Żółwi Ninja. W dzieciństwie oglądałem serial animowany, kojarzę mniej więcej bohaterów, ale nigdy jakoś nie zapałałem miłością do Żółwi, po prostu. Nawet późno się dowiedziałem, że ma powstać filmowa wersja przygód „wojowników„. Przez przypadek obejrzałem zwiastun, zobaczyłem nazwisko Michaela Baya i.. skreśliłem film twierdząc, że po Transformers, nie ma sensu oglądać kolejnego filmu sygnowanego nazwiskiem tego pana. Nie wiem czemu myślałem, czemu ten film jest reżyserowany przez Baya i nie wiem do końca czemu go obejrzałem, ale obejrzałem i nie żałuję. Mało tego, muszę szczerze przyznać, że podobało mi się!

Nasza historia rozpoczyna się, gdy młoda reporterka April O’Neil (Megan Fox) przez przypadek spotyka nasze tytułowe Żółwie robiąc im przy okazji zdjęcia. Jednak nasi ninja nie chcąc się ujawnić i proszą aby nasza reporterka usunęła zdjęcia. Jednak jakby tego było to nie koniec ich znajomości, okazuję się, że zarówno nasza Pani jak i gady mają więcej wspólnego niż się wydaje. Oczywiście w mieście popłoch sieje Shredder wraz ze swoim Klanem Walczących Stóp (serio, walczące stopy?). Nie zdradzając za wiele z samej fabuły wiadomo kto z kim walczy (tak, Żółwie kontra Shredder i jego Klan).

Wygląd żółwi jest bardzo dobry…

To co mi się od razu spodobało podczas seansu to wygląd Żółwi ninja. Pomimo faktu, że wciąż mam problemy z odróżnieniem, a przynajmniej z dopasowaniem imion do odpowiednich bohaterów. I wiem, że jest Leonardo (niebieska bandama), Michaelangelo (pomarańczowa), Donatello (fioletowa) oraz Raphael (czerwona), to pomimo tego wciąż miałbym problem z dopasowaniem imienia do koloru. Z resztą zawsze miałem z tym problem, pewnie dlatego, że zawsze oglądałem serial animowany raczej żeby oglądać bo nic akurat innego nie było ciekawego a nie dlatego, że uwielbiałem Żółwie. Jasne, są spoko, ale nigdy nie zapałałem do nich miłością olbrzymią i prawdziwą. Ale hej, podczas filmu mi to nie przeszkadzało.

Michaelangelo, Leonardo, Raphael i Donatello w akcji.
Michaelangelo, Leonardo, Raphael i Donatello w akcji.

Sam byłem zaskoczony jak bardzo Żółwie są prawdziwe, pomimo faktu, że aktorzy musieli się namęczyć samym motion capture na planie, a i tak w postprodukcji zamienili ich w komputerowo wygenerowane olbrzymie Żółwie, to dzięki samym aktorom i ich zachowaniu czuć było kto jest kim z zespole i jakie ma zadanie. Mamy typowego błazna Michealangelo, geniusza i naukowca Donatello (z resztą wg mnie ma chyba najlepszy dizajn), Raphaela jako typowego samotnika czy też Leonarda jako przywódcę grupy. A, że mamy Żółwie ninja to każdy z nich jest w pewien sposób wystylizowany, każdy z nich nosi ze sobą jakiś rodzaj broni jak katany, kij bō czy nunchaki, wybaczcie, ale się nie znam na tym orężu, wiec pozostawię to bez jakiegoś większego komentarza. Do tego wszystkiego dochodzą jakieś dodatki w „ubiorze” jak okulary Donatello, łańcuchy Michaelangelo czy… takie coś co imituje zbroje (?) Leonarda. Warto także wspomnieć o tym, że nasza paczka ma swojego nauczyciela, który jest dla nich także jak ojciec, czyli szczura Splintera, który.. nie podoba mi się, lubię go, fajna, ciekawa postać, ale jego wygląd mnie jakoś nie przekonał. A szkoda.

…ale Shredder już nie koniecznie.

Jeżeli ktoś oglądał najnowsze, solowe przygody Wolverine’a to wie, że Silver Samuraj był kompletnie bez wyrazu zarówno pod względem charakteru jak i wyglądu. Nasz główny antygonista w filmie jest… jeszcze gorszy. Mało mówi a wygląda jeszcze gorzej. Z resztą sami zobaczcie, czy Shredder nie wygląda jak wielki scyzoryk?

Shredder Nożycoręki pochodzi pewnie z Kielc bo wygląda jak scyzoryk.
Shredder Nożycoręki pochodzi pewnie z Kielc bo wygląda jak scyzoryk.

Megan Fox to nie jest prawdziwa April O’Neil

W rolę April O’Neil, czyli w główną „ludzką” bohaterkę wciela się Megan Fox i tutaj mam problem. Po pierwsze w wersji, którą ja pamiętam April była ruda a Megan ma ciemne włosy. Do tego naszą reporterkę zapamiętałem jako wesołą i szaloną (choć tutaj może się moja demencja już powoli włączać i mogę się mylić), a Megan w każdej roli jest taka sama. Z tym samym sztucznym wyrazem twarzy. Jakby tego było mało, wciąż nie rozumiem komu może się podobać taki typ urody jaki ma Pani Fox, ale o gustach tutaj nie dyskutujmy. Na pocieszenie dodam, że nawet ciekawy wątek ma April w tym filmie i jakby ktoś nie mógł tak jak ja strawić Megan Fox na ekranie to niech przeboleje te dwie godziny. Niestety trochę smutne jest to, że o pozostałych bohaterach tego filmu nawet nie zamierzam nic napisać, bo po prostu nic ciekawego moim zdaniem nie zaprezentowali, a szkoda.

Megan Fox taka piękna.. a nie, żartuje.
Megan Fox taka piękna.. a nie, żartuje.

Michael Bay.. a jednak dobry film wyszedł!

Tak jak napisałem na początku, największą krzywdę jaką wyrządzono temu filmowi to reklamowanie go jako dzieło Michaela Baya, czyli tego Pana od wielkich robotów. A to trochę nie fair w stosunku do reżysera Jonathana Liebesmana, który stworzył film, który bardzo przyjemnie mi się oglądało. Może jeszcze nie za bardzo wyważył stosunek powagi do komedii, ale z większości żartów śmiałem się i to nie dlatego, że były żenujące głupie tylko dlatego, że były po prostu śmieszne (mój ulubiony to ten z pizzą i „torturami”).

Wojownicze Żółwie Ninja to film, który odświeżył znaną markę. Mamy nową genezę naszych głównych bohaterów, mamy sztuczną April O’Neil, mamy kiepskiego (zarówno z charakteru jak i z wyglądu) Shreddera, mamy też masę naprawdę znośnych żartów. W tym wszystkim trochę fabuła się rozjeżdża, ale.. bawiłem się świetnie. Dlatego nie będę nikogo namawiał do obejrzenia najnowszych przygód Żółwi, bo zdaję sobie sprawę, że prawdziwi fani mogą nie wytrzymać kolejnego gwałtu na swoich ulubionych bohaterach (Wielkie dzięki, Panie Bay! – powiedzieli fani Transformers wspólnym głosem), ale inni, jeśli tylko szukają czegoś odprężającego na dwie godziny, to niech śmiało obejrzą. Pamiętajcie jednak o tym, że moja wiedza o Żółwiach jest tak mała, że oglądałem je całkowicie nie świadomy jak bardzo film względem oryginału jest dobry/zły.