Trylogia o Parku Jurajskim to filmy, do których mam całkowicie obojętny stosunek. Nigdy za nimi nie przepadałem, nigdy nie czułem z nimi jakiejś większej więzi, nic po za tym, że oglądałem je tylko po to aby zobaczyć dinozaury. Będąc małym chłopcem miałem prawdziwego świra na ich punkcie. Pewnie dlatego premiera kolejnej odsłony serii o tych wielkich bestiach nie interesowała mnie aż tak bardzo, aby datę premiery odznaczyć sobie w kalendarzu. Ot, kolejny film o dinozaurach. Lubię dinozaury.

Przynajmniej jak byłem mały to bardzo lubiłem dinozaury.

Wstyd się nawet przyznać, ale jeszcze tydzień temu nie pamiętałem nic z tych filmów. Kojarzyłem pojedyncze sceny, kojarzyłem oczywiście dinozaury, ale żebym miał komuś opowiedzieć o fabule, bohaterach czy wydarzeniach.. nie zrobiłbym tego. Dlatego tak jak w przypadku Mad Maxa odświeżyłem sobie oryginalną trylogię i przed seansem Jurassic World oczekiwałem tylko jednego – dinozaurów.

Ale bestia!
Ale bestia!

Może to zabrzmi trochę obraźliwie dla tych filmów jak i dla ich twórców, w końcu to klasyka, ale te filmy tak mnie zanudziły, że pomijając część pierwszą, to dwie pozostałe oglądałem na raty, po dwadzieścia, trzydzieści minut by przerwać i zająć się czymś innym. Czymś co bardziej będzie przydatne. Jednak po tym mini maratonie uświadomiłem sobie, że i tak wszyscy na to do kina idą aby zobaczyć te wielkie i wspaniałe dinozaury, więc nie będę się przejmował fabułą. A sama fabuła jest praktycznie identyczna jak w pierwszym filmie, z tym, że przystosowana do obecnych czasów. Wiadomo, nowe technologie i wszystko to co sprawia, że nas świat jest taki a nie inny.

Chris Pratt i jego poke.. velociraptory!
Chris Pratt i jego poke.. velociraptory!

Jurassic World to tytułowy park rozrywki mieszczący się na wyspie, w którym główną atrakcją są oczywiście dinozaury. Wszystko oczywiście jest niezwykle bezpieczne dla odwiedzających go turystów a dodatkowo jest również niezwykle zaawansowany technicznie. Wszystko to po to, aby wmówić ludziom, że twórcy i właściciele parku nauczyli się na błędach swoich poprzedników i tym razem nic nie wyjdzie spod ich kontroli i nie zagrozi ludziom. Oczywiście park z roku na rok coraz lepiej prosperuje, przybywa atrakcji, przybywa turystów a przede wszystkich przybywa pieniędzy. A jak się ma dużo pieniędzy to zawsze lepiej jest mieć jeszcze więcej pieniędzy. Co tylko prowadzi do tego, że ludzie zaczynają mieć coraz to dziwniejsze pomysły. Bo co z tego, że mamy pełno różnych dinozaurów, nad którymi panujemy – zróbmy sobie własnego! Kto bogatemu zabroni?

Indominus Rex atakuje, tłumy szaleją
Indominus Rex atakuje, tłumy szaleją

I właśnie ta hybryda dinozaura nazwana Indominus Rex, jak pewnie już pomału się domyślacie, wymyka się spod kontroli naszym naukowcom. Ale hej, przecież od początku filmu twórcy wmawiają nam, że ten park jest bezpieczny, że ludzie spokornieli przez lata, że wyciągnęli wnioski. No i fajnie. To dowalimy hybrydę genetyczną różnych dinozaurów z innymi zwierzętami aby nie było aż tak różowo. Ktoś przecież musi straszyć naszą publiczność, prawda?

DNA Dinozaura + DNA innego zwierzęcia + DNA jeszcze innego = Indominus Rex!

Dinozaury, dinozaurami, ale nie zapominajmy o tym, że w tym filmie pojawiają się także ludzie. Nie są oni tylko kolejnymi porcjami mięsa dla naszej hybrydy, ale całkiem fajnymi bohaterami. Mamy dwójkę braci – wiadomo, starszy nie przepada za młodszym, młodszy jest zafascynowany dinozaurami, a na dodatek martwi się rozwodem rodziców. Ich ciocia Claire to typowa businesswomen, która nie ma czasu dla swoich siostrzeńców, bo musi ciągle pilnować aby kasa się zgadzała oraz aby zainteresowanie i zadowolenie wśród turystów rosło. No i mamy też Chrisa Pratta, który gra.. no nie wiem jak to ująć.. Hmm.. takiego Indianę Jonesa wśród dinozaurów. Mamy też jakiegoś wojskowego, który chce wykorzystać dinozaury w celach militarnych. Jest też oczywiście szalony naukowiec. Mamy też innych bohaterów, ale w sumie oprócz kilku zabawnych momentów albo tych skrajnie poważnych, nie biorą oni udziału w akcji na tyle, aby po seansie można coś o nich więcej powiedzieć. Ale hej, i tak jest dobrze.

Mówili jedź do parku, będzie fajnie..
Mówili jedź do parku, będzie fajnie..

Co może być lepszego niż piękna kobieta uciekająca przed dinozaurami w szpilkach? Cały czas, cały film. Serio, nie żartuje.

Jak już wcześniej wspomniałem na film poszedłem nie z sentymentu do samej serii, ale z jednego prostego powodu. Chciałem zobaczyć dinozaury na wielkim, kinowym ekranie. I muszę przyznać, że z tego jestem bardzo zadowolony. Sam park wygląda świetnie. Już w pierwszej części sprawiał bardzo pozytywne wrażenie a jeśli do tego dodamy nowszą technologię oraz pełno atrakcji, otrzymamy coś przy czym nawet największy Disneyland może się schować w kącie i gorzko zapłakać nad swoim losem. Do tego dodajmy jeszcze piękne dinozaury, które pomimo faktu, że wygenerowane komputerowo, żyją i to naprawdę.

ONE ŻYJĄ

Szpilki jako typowe obuwie suwiwalowe
Szpilki jako typowe obuwie suwiwalowe

Fani serii oglądając Jurassic World niejednokrotnie znajdą odniesienia do starszych części, szczególnie do pierwszej odsłony cyklu. Zaryzykuje stwierdzenie, że niektóre motywy są aż żywcem zerżnięte z Parku Jurajskiego, tylko odpowiednio przystosowane do dzisiejszych czasów. Nawet nie wiem czy więcej tam oryginalnej twórczości Johna Williamsa czy nowych motywów muzycznych od Michaela Giacchino. Wszystko w tym filmie jest wyważone na odpowiednim poziomie. Kiedy ma być śmiesznie jest (scena z pocałunkiem!), kiedy ma być poważnie – jest poważnie. Jednak ktoś kto obejrzy ten film dla głębszej fabuły może się zawieść. Ale hej, są dinozaury.

No bo kto nie lubi dinozaurów? Ja już zbieram pieniądze na swój bilet do parku, a Ty?