Nostalgiczny maraton Star Wars – Zemsta Sithów

Mamy rok 2005, dokładniej to maj tego roku. Oczekiwanie na najnowszą (a zarazem ostatnią) część Gwiezdnych Wojen sięga już zenitu. Naprawdę bardzo ciężko jest wytrzymać widząc te wszystkie zwiastuny i zapowiedzi. Czytając kolejne spoilery chwytałem się za głowę myśląc sobie o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Jeden spoiler wykluczający drugi, trzeci kompletnie z dupy, czwarty to już nie wspomnę. Do tego wszystkiego w jednym z magazynów filmowych, o których dzisiaj pewnie mało kto pamięta, przeczytałem, że George Lucas radzi zabrać na seans paczkę chusteczek. No nie, po co brać paczkę chusteczek – czy film będzie aż tak zły aby po nim płakać czy będzie przesadnie patetyczny? Szczerze to w wieku 15 lat nie myślałem o tym czy dany film jest „patetyczny” czy też nie – co jest bardzo modne w dzisiejszych czasach, aby wytykać danemu filmowi, że jest „zbyt amerykański” albo „zbyt patetyczny”. Ale nad Epizodem III wisiała swego rodzaju odpowiedzialność, której niestety, patrząc przez pryzmat czasu, po prostu nie podołał. To trochę smutne pisać tak o filmie, który potrafiłem oglądać dzień w dzień masakrując swoją kasetę VHS do granic wytrzymałości. Ale wiecie co z tym filmem było najgorsze? Najgorsze było to, że fani wiedzieli co się ma wydarzyć w tej części praktycznie od prawie 20 lat. Przecież cała kampania marketingowa opierała się na tym, że poznamy w końcu to w jaki sposób Anakin Skywalker stał się tym kim się stał, czyli Darthem Vaderem. To tak jakby na plakacie danego filmu napisać, że główny bohater umrze. Olbrzymia odpowiedzialność stała przed Lucasem jak i samymi twórcami, aby opowiedzieć historię upadku, która obrosła do miana legendy a w umysłach fanów, jak świat długi i szeroki, kwitła inna wizja tej przemiany.

Prawie jak bracia
Prawie jak bracia

Złośliwi powiedzą, że to George Lucas albo Hayden Christensen położyli ten film, ale ja uważam, że to właśnie fani sami sobie zepsuli przyjemność oglądania. I jasne, ja też szedłem na ten film aby zobaczyć bratobójczą walkę pomiędzy Obi-Wanem i Anakinen czy usłyszeć charakterystyczny oddech Vadera, ale wciąż liczyłem na to, że ten film mnie zaskoczy… i zaskoczył.

Hayden i George - "gwiazdy"  Epizodu III
Hayden i George – „gwiazdy” Epizodu III

Przede wszystkim na uznanie zasługuje początkowa bitwa na orbicie Coruscant, nie ma kalkulacji – od razu zostajemy rzuceni w wir wojny. Nie bez przyczyny w napisach początkowych mamy wielkimi literami napisane słowo WOJNA! – to dostajemy wojnę. Jak dla mnie jedna z lepszych scen bitwy kosmicznej w całej Sadze, a na pewno w Nowej Trylogii. Drugą rzeczą, która podoba mi się w tym filmie to Generał Grevious, postać, którego swego rodzaju jest zapowiedzią tego, co czeka Anakina – zostanie „bardziej maszyną niż człowiekiem”. Trochę drażni mnie fakt, że z tej postaci zrobiono tchórza a momentami wręcz idiotę w porównaniu z tym co chociażby można było zobaczyć w serialu animowanym Clone Wars od Tartakovsky’ego, no ale.. mimo wszystko ta postać ma jakiś swój złowrogi urok i darzę go jakimś tam sentymentem. Ale jeśli już miałbym napisać o bohaterach to Epizod III należy do dwójki aktorów Ewana McGregora i Ian McDiarmida, wcielających się odpowiednio w Obi-Wana Kenobiego i Palpatine’a. Pierwszy z nich tak naprawdę rolą w tym filmie potwierdza, że jest naprawdę dobrym aktorem, a kto wie czy nie najlepszym z całej Nowej Trylogii a drugi.. cóż, to po prostu wcielenie zła, manipulator, który już samą mimiką twarzy potrafi zagrać tak genialnie, że człowiekowi opada szczęka. Szczególnie scena w operze jest dla mnie mistrzowska i pokazuje niezwykłe umiejętności tego aktora. No, ale co z resztą? Cóż, dają radę i piszę te słowa całkiem poważnie, nawet znienawidzony Hayden daje radę, choć współczuje mu wcielać się w postać, która została przez każdego z fanów na całym świecie rozpisana i zinterpretowana praktycznie na wszystkie sposoby. Niezależnie od tego jak bardzo by się starał, czy jaki wielki miałby talent – to niewdzięczna rola. Mimo wszystko w tej części dał radę. Trochę żałuję, że za to Natalie Portman z części na część grała coraz gorzej, a przecież wiemy, że ta aktorka ma talent. Nie wiem czy jej się już nie chciało, czy to tylko moja ocena, ale Natalka w tej części wypadła bardzo słabo. Nawet, gdy jej facet „łamał jej serce”.

Natalko, czemu jesteś taka smutna?
Natalko, czemu jesteś taka smutna?

Największym problemem Nowej Trylogii jest fakt, że wiele osób oczekiwało filmów, które z miejsca staną się tak samo kultowe jak Oryginalna Trylogia. Ludzie chcieli poczuć „klimat” Gwiezdnych Wojen, filmów, na których się wychowali i które wsiąknęły w światową popkulturę tak mocno, że dziś trudno sobie wyobrazić nie tyle kinematografię bez Gwiezdnych Wojen co samego świata. Gdy jestem już po mini-maratonie Nowej Trylogii mogę śmiało powiedzieć, że te filmy mają klimat i to bardzo. Tylko, że to nie ten sam klimat, który można poczuć w starszych filmach. I dobrze, bardzo dobrze. Zarówno jedna jak i druga trylogia to filmy, które dużo łączy, ale tez wiele dzieli, jednak jako całość to naprawdę bardzo dobra historia. I co tu dużo mówić, ale Zemsta Sithów też ma klimat a przede wszystkim niesamowite momenty, które mnie osobiście, 10 lat po premierze wzruszają tak samo mocno jak podczas pierwszego seansu.

Jedną z najlepszych scen w filmie jest scena w operze
Jedną z najlepszych scen w filmie jest scena w operze

Przede wszystkim wcześniej wspomniana scena w operze i próby manipulacji (jeszcze) Kanclerza Palpatine’a młodym Skywalkerem, który boryka się chyba z najtrudniejszym problemem jaki może spaść na człowieka, czyli możliwością utraty bliskiej osoby. Wspominałem już, że Ian McDiarmid jest w tej scenie genialny?

Bratobójczy pojedynek, aż wszystko płonie!
Bratobójczy pojedynek, aż wszystko płonie!

Ale sceną, która naprawdę chwyta mnie za serce za każdym razem jest scena, gdy klony wykonują na Rycerzach Jedi Rozkaz 66. Co by mówić negatywnego na temat Nowej Trylogii, ale ta scena jest jedną z najbardziej wzruszających ze wszystkich trzech filmów. No i muzyka Johna Williamsa jeszcze tylko potęguje smutek, który wylewa się z ekranu, za każdym razem gdy oglądam Epizod III. A scena, gdy Anakin staje naprzeciwko młodzików w Świątyni i włącza miecz.. kto się nigdy na tej scenie nie wzruszył ten chyba ma serce z kamienia. Jednak chyba sceną, na którą wszyscy czekali w tym filmie jest scena bratobójczego pojedynku pomiędzy Skywalkerem a Kenobim, w wyniku której Anakin ostatecznie staje się Darthem Vaderem jakiego znamy z Oryginalnej Tryologii. Staje się tym złym gościem zakutym w czarny pancerz z charakterystycznym mechanicznym oddechem. Scena „narodzin” mrocznego lorda jest przeplatana sceną narodzin Luke’a i Leii co dodaje pewnego kontrastu do tej sceny. No i ten moment, gdy w kinie po raz pierwszy usłyszałem oddech „nowonarodzonego” Dartha Vadera – przyznam szczerze, że po raz pierwszy siedząc na sali kinowej czułem jak gęstnieje atmosfera, bo Ci ludzie właśnie na to czekają – na Dartha Vadera. Coś niesamowitego i na pewno na długo zostanie to w mojej pamięci.

Kto nigdy nie płakał na tej scenie ten ma serce z kamienia..
Kto nigdy nie płakał na tej scenie ten ma serce z kamienia..

Można narzekać na to, że Zemsta Sithów jest filmem plastikowym i tu się zgodzę bo praktycznie 99% filmu powstało w studio filmowym (bodajże tylko scena wybuchu wulkanu na wulkanicznej planecie Mustafar była nagrywana na zewnątrz studia a mianowicie to wulkan Etna). Jest jednak coś w tym filmie co wyróżnia go na tle nie tyle co Nowej Trylogii co całej Sagi. I ok, przyznam się, że niektóre dialogi czy sama przemiana młodego Skywalkera z perspektywy czasu wydaje się po prostu beznadziejna, ale.. No właśnie, ale mam do części olbrzymii sentyment i jedno fajne wspomnienie. Wychodząc z sali kinowej było mi autentycznie smutno bo nie dość, że scena śmierci Padme czy Rozkaz 66 naprawdę „chwycił” mnie za serce to przecież był to wtedy ostatni film z Gwiezdnych Wojen jaki miałem zobaczyć na wielkim ekranie.

Wtedy sobie pomyślałem „Jak to, już nie będzie Gwiezdnych Wojen w kinie? To konie?”. Wtedy czułem, że etap filmowy się zakończył, ale owe filmy wciąż będą ze mną. Na szczęście grudzień coraz bliżej i będzie kolejny film. Mało tego nie jeden a kilka! Lubię Zemstę Sithów, bardzo.